Kolejnego dnia zabieram Ravena ze sobą na parafię. Ktoś w końcu musi zamiatać, nie?
Tak serio, to nie zamiata. Siadamy
razem w biurze parafialnym przy herbacie i omawiamy szczegóły odnośnie nowych kół
religijnych. Ana, matka Reny, po głębokim
nawróceniu wraz z Kennym chcą
prowadzić
koło różańcowe, a Nia z
Natem uświetniać każda uroczystość oprawą muzyczną i przewodzić kościelnemu
chórowi.
- A może tak założymy Koło Modlitewne Porzuconych i Cierpiących Mężczyzn Szukających Ukojenia u
Boga? - proponuje Rav.
- To całkiem niezły pomysł. Coś jak grupa
wsparcia, tylko, że
zamiast smętnego
paplania, będziemy
się
modlić
i prosić
Boga o siłę.
- odpowiadam i dopisuję
pomysł Ravena do listy.
- Mogę pomóc w prowadzeniu. - dodaje z uśmiechem i
popija łyk herbaty.
- Cudownie. Ustalimy tylko kiedy i umieścimy taką informację w ogłoszeniach
parafialnych. - mówię, biorąc do ręki kalendarz. - Pasują Ci czwartki o
szóstej pm? Będzie
do zaraz po mszy świętej.
- Pewnie. Przecież wiesz, że mi zawsze
pasuje. - zgadza się.
Dopisuję godzinę i miejsce spotkań, a następnie dopisuję wiadomość o tym do
ogłoszeń
parafialnych.
W niedzielnych ogłoszeniach dajemy
informację
o pierwszym spotkaniu i zapraszamy wszystkich zainteresowanych.
Tego też dnia udaję się
z Reną
i dziećmi
do moich rodziców na obiad. Raven zjawia się tam sam.
- A gdzie Stephi? - pyta matka od wejścia, prowadząc Crafta do
stołu.
- Wypadło jej coś ważnego. Kazała
przeprosić.
- odpiera i siada obok mnie. - Tak naprawdę
to nie wiem gdzie jest i czemu jej tu nie ma. - dodaje ściszonym
głosem, że
tylko ja to słyszę.
Spoglądam na Ravena z politowaniem. To naprawdę podłe, jak
Stephanie go traktuje.
- No trudno. Ale następnym razem będzie, czyż nie? -
dopytuje matka.
- Tak, na pewno. - odpiera, chociaż wiem, iż sam w to nie
wierzy.
Podczas posiłku toczymy ożywioną rozmowę. Wspominam
rodzicom o nowym kole religijnym nieco więcej szczegółów
niż
podane było w kościele.
- Taa... I wszyscy co przyjadą, będą mówić 'Nazywam się..., a żona zdradza
mnie z Hemmingsem'. - rzuca Rav, a przy stole zapada niezręczna cisza.
Rena odwraca wzrok w drugą stronę i nagle zrywa
się
z miejsca.
- Przepraszam. Muszę do toalety. -
oznajmia i znika w korytarzu.
Coś
musi być
na rzeczy, jeśli
tak zareagowała na słowa Ravena. Czyżby
rzeczywiście
nie była mi wierna?
Kontynuujemy posiłek przy rozmowie na
inny temat, gdy wraca Re.
- Już jestem. - szepcze
mi do ucha i siada na swoim krześle.
- Przepraszam, to tylko ciążowe
mdłości.
- dodaje już
głośno.
- Ooo, a czemu nic nie mówiliście wcześniej? Robbie,
własnej matce się
nie pochwaliłeś?
- Patricia Picker spogląda
na mnie, kręcąc głową.
- Ja nie wiedziałem. - odpieram, a
matka przenosi wzrok na Renę.
- Nic mu nie powiedziałaś? Nie ładnie
tak... - karci ją.
- Ale to naprawdę
dobra wiadomość.
Niech was uściskam.
- obchodzi stół dookoła i obejmuje nas za szyję. - Gratuluję, kochani. -
cmoka nas w policzki i siada z powrotem. - To naprawdę cudowna
wiadomość.
Będziemy
mieli czwartego wnuka, Ken. - ściska
mojego ojca z radością.
Szkoda tylko, że nie wiedzą, iż to tak naprawdę nie będzie ich wnuk.
Krótko po tym jak Rena urodziła Lailę
i Mirandę
dowiedziałem się, że
nie będę mógł mieć więcej dzieci. Po
prostu proces starzenia się
mojego organizmu (ale nie wyglądu)
jest przyspieszony. Wiem, że
zatajenie przed wszystkimi tego faktu nie było dobrą decyzją, ale nie sądziłem, że stanie się coś takiego. Teraz
mogę
być
pewien, że
Rena zdradza mnie z Hemmingsem.
W poniedziałek rano ponownie zjawiam się u lekarza.
- Witam, pastorze Picker. Co pastora
sprowadza? - pyta, upijając
łyk kawy.
- Chcę ponowić badania. - odpieram, siadając naprzeciw
niego.
- Ale czemu? Coś pastora
niepokoi? - dopytuje.
- Tak, prywatna sprawa. Zgodnie z wynikami
nie mogę
mieć
więcej
dzieci, ale moja żona
jest w ciąży.
- wyjaśniam.
- Może po prostu pana zdradza... - sugeruje.
- Proszę jej nie obrażać! Re nie jest
taka! - rzucam się
z pięściami
w jego stronę,
ale wtedy do gabinetu wchodzi sekretarka.
- Panie doktorze, dyrektor prosi, żeby pan
przyszedł. - oznajmia i wychodzi.
- Przepraszam pastora, ale muszę wyjść. Dam tylko
ponowne skierowanie, skoro tak pastor się
upiera. - mówi, przeklikując
coś
w komputerze. Po chwili bierze wydruk, podpisuje się i przybija
pieczątkę. - Proszę i do widzenia.
- podaje mi skierowanie i wstaje z miejsca.
Ja też się
podnoszę
i wychodzę
urażony.
Potraktował mnie zupełnie na odczepnego. Kieruję się
długim korytarzem do rejestracji po termin na badania. Udaje mi się jeszcze na
dzisiaj.
Mój ulubiony kreatywny Raven! Jestem tylko ciekawa czemu on nie ma dzieci...
OdpowiedzUsuńNo a Robbie mnie zaskoczył... I 4 dziecko! *_*
Pozdrawiam i czekam co dalej :)