2018-08-16

2.6.

Rozdział 6 ze specjalną dedykacją dla Rikeroholic <3

Kolejnego dnia zabieram Ravena ze sobą na parafię. Ktoś w końcu musi zamiatać, nie?
Tak serio, to nie zamiata. Siadamy razem w biurze parafialnym przy herbacie i omawiamy szczegóły odnośnie nowych kół religijnych. Ana, matka Reny, po głębokim nawróceniu wraz z Kennym chcą prowadzić koło różańcowe, a Nia z Natem uświetniać każda uroczystość oprawą muzyczną i przewodzić kościelnemu chórowi.
- A może tak założymy Koło Modlitewne Porzuconych i Cierpiących Mężczyzn Szukających Ukojenia u Boga? - proponuje Rav.
- To całkiem niezły pomysł. Coś jak grupa wsparcia, tylko, że zamiast smętnego paplania, będziemy się modlić i prosić Boga o siłę. - odpowiadam i dopisuję pomysł Ravena do listy.
- Mogę pomóc w prowadzeniu. - dodaje z uśmiechem i popija łyk herbaty.
- Cudownie. Ustalimy tylko kiedy i umieścimy taką informację w ogłoszeniach parafialnych. - mówię, biorąc do ręki kalendarz. - Pasują Ci czwartki o szóstej pm? Będzie do zaraz po mszy świętej.
- Pewnie. Przecież wiesz, że mi zawsze pasuje. - zgadza się.
Dopisuję godzinę i miejsce spotkań, a następnie dopisuję wiadomość o tym do ogłoszeń parafialnych.

W niedzielnych ogłoszeniach dajemy informację o pierwszym spotkaniu i zapraszamy wszystkich zainteresowanych.
Tego też dnia udaję się z Reną i dziećmi do moich rodziców na obiad. Raven zjawia się tam sam.
- A gdzie Stephi? - pyta matka od wejścia, prowadząc Crafta do stołu.
- Wypadło jej coś ważnego. Kazała przeprosić. - odpiera i siada obok mnie. - Tak naprawdę to nie wiem gdzie jest i czemu jej tu nie ma. - dodaje ściszonym głosem, że tylko ja to słyszę.
Spoglądam na Ravena z politowaniem. To naprawdę podłe, jak Stephanie go traktuje.
- No trudno. Ale następnym razem będzie, czyż nie? - dopytuje matka.
- Tak, na pewno. - odpiera, chociaż wiem, iż sam w to nie wierzy.

Podczas posiłku toczymy ożywioną rozmowę. Wspominam rodzicom o nowym kole religijnym nieco więcej szczegółów niż podane było w kościele.
- Taa... I wszyscy co przyjadą, będą mówić 'Nazywam się..., a żona zdradza mnie z Hemmingsem'. - rzuca Rav, a przy stole zapada niezręczna cisza.
Rena odwraca wzrok w drugą stronę i nagle zrywa się z miejsca.
- Przepraszam. Muszę do toalety. - oznajmia i znika w korytarzu.
Coś musi być na rzeczy, jeśli tak zareagowała na słowa Ravena. Czyżby rzeczywiście nie była mi wierna?
Kontynuujemy posiłek przy rozmowie na inny temat, gdy wraca Re.
- Już jestem. - szepcze mi do ucha i siada na swoim krześle. - Przepraszam, to tylko ciążowe mdłości. - dodaje już głośno.
- Ooo, a czemu nic nie mówiliście wcześniej? Robbie, własnej matce się nie pochwaliłeś? - Patricia Picker spogląda na mnie, kręcąc głową.
- Ja nie wiedziałem. - odpieram, a matka przenosi wzrok na Renę.
- Nic mu nie powiedziałaś? Nie ładnie tak... - karci ją. - Ale to naprawdę dobra wiadomość. Niech was uściskam. - obchodzi stół dookoła i obejmuje nas za szyję. - Gratuluję, kochani. - cmoka nas w policzki i siada z powrotem. - To naprawdę cudowna wiadomość. Będziemy mieli czwartego wnuka, Ken. - ściska mojego ojca z radością.
Szkoda tylko, że nie wiedzą, iż to tak naprawdę nie będzie ich wnuk. Krótko po tym jak Rena urodziła Lailę i Mirandę dowiedziałem się, że nie będę mógł mieć więcej dzieci. Po prostu proces starzenia się mojego organizmu (ale nie wyglądu) jest przyspieszony. Wiem, że zatajenie przed wszystkimi tego faktu nie było dobrą decyzją, ale nie sądziłem, że stanie się coś takiego. Teraz mogę być pewien, że Rena zdradza mnie z Hemmingsem.

W poniedziałek rano ponownie zjawiam się u lekarza.
- Witam, pastorze Picker. Co pastora sprowadza? - pyta, upijając łyk kawy.
- Chcę ponowić badania. - odpieram, siadając naprzeciw niego.
- Ale czemu? Coś pastora niepokoi? - dopytuje.
- Tak, prywatna sprawa. Zgodnie z wynikami nie mogę mieć więcej dzieci, ale moja żona jest w ciąży. - wyjaśniam.
- Może po prostu pana zdradza... - sugeruje.
- Proszę jej nie obrażać! Re nie jest taka! - rzucam się z pięściami w jego stronę, ale wtedy do gabinetu wchodzi sekretarka.
- Panie doktorze, dyrektor prosi, żeby pan przyszedł. - oznajmia i wychodzi.
- Przepraszam pastora, ale muszę wyjść. Dam tylko ponowne skierowanie, skoro tak pastor się upiera. - mówi, przeklikując coś w komputerze. Po chwili bierze wydruk, podpisuje się i przybija pieczątkę. - Proszę i do widzenia. - podaje mi skierowanie i wstaje z miejsca. 
Ja też się podnoszę i wychodzę urażony. Potraktował mnie zupełnie na odczepnego. Kieruję się długim korytarzem do rejestracji po termin na badania. Udaje mi się jeszcze na dzisiaj.

1 komentarz:

  1. Mój ulubiony kreatywny Raven! Jestem tylko ciekawa czemu on nie ma dzieci...
    No a Robbie mnie zaskoczył... I 4 dziecko! *_*
    Pozdrawiam i czekam co dalej :)

    OdpowiedzUsuń