2018-08-15

2.5.

Wieczorem, gdy kończę ostatnią mszę, podstawiam złożyć Stephanie wizytę. Wsiadam do samochodu i jadę kilka ulic do jej domu. Podchodzę do drzwi i pukam. Chwilę potem otwiera mi je mąż Stephanie - Raven.
- Siema Robbie! - wita mnie i wpuszcza do środka.
Ravena poznałem kiedy jeszcze byłem muzykiem. Craft wraz z przyjacielem prowadzi firmę Mortus Viventi, zajmującą się produkcją koszulek.
- Chyba 'szczęść Boże, pastorze Pickerze'. - rzucam ze śmiechem i kieruję się korytarzem do salonu. - Jest Steph? - pytam.
- Nie ma. Wyszła gdzieś rano i jeszcze nie wróciła. - odpiera i kieruje się do kuchni. Wyciąga z lodówki czekoladowy tort i stawia na stole. - Dziś jest nasza rocznica, a jej nie ma. Może chociaż Ty zjesz ze mną tortu? - patrzy na mnie z nadzieją.
- Pewnie, Rav. - odpowiadam i siadam przy kuchennej wysepce. Jakiś czas temu zostałem weganem dla Reny, ale przecież kawałek tortu, o którym się nie dowie to nie grzech, nie? W końcu jestem pastorem i sam mogę ustalić czy coś jest grzechem czy nie...
- Odnoszę wrażenie, że ona coś przede mną ukrywa... - opowiada, krojąc ciasto.
- No wiesz... Szczera rozmowa może wiele pomóc. - mówię, rozpinając dwa górne guziki u koszuli.
- Tylko kiedy, jeśli ciągle gdzieś znika? Pewnie ma jakiegoś kochanka... - wzdycha i podaje mi talerz.
- Nie chcę Cię martwić, ale to możliwe. - odpowiadam, myśląc ciągle o wyznaniu Hemmingsa i tym, co widziałem dziś w parku. Mam wewnętrzny dylemat, czy powiedzieć mu o tym.
- Wiem... I jest mi przykro. Kiedy braliśmy ślub złożyła mi przysięgę, ale chyba jej nie dotrzymała... - przeciera oczy brzegiem dłoni. - To wszystko wydaje mi się takie... Hmm... Takie bezsensowne. - dodaje. - I sorry Robbie, ale te śluby kościelne to jeden wielki shit. I tak nikogo nie obchodzi, że przysięgę złożył przed Bogiem, że za jej złamanie grozi grzech. Nikogo. - podnosi głos.
Wyczuwam emanujące od niego złe emocje, więc wstaję i przytulam go.
- Słuchaj, wiem, że Stephanie bardzo Cię rani, ale proszę Cię, nie wątp w Boga. Mi on bardzo pomógł przy miłosnej rozterce. - głaszczę go po ramionach. - Wiem, że nie jestem upoważniony do mówienia takich rzeczy i mogę nawet stracić posadę, ale przyjaźń jest ważniejsza. - siadam na przeciwko niego i chwytam jego dłonie w swoje. - Luke Hemmings był w pierwszy piątek miesiąca wyspowiadać się. Trafił akurat na mnie, ale tego nie wiedział i wyznał, że sypia z mężatką. Myślałem, że chodzi o Renę, ale spotkałem go dzisiaj rano w parku i... - milknę na chwilę. - Całował się ze Steph.
- Co!? Nie! To niemożliwe! - zrywa się z miejsca. Chodzi wokół stołu, ciągnąc i wyrywając swoje blond-farbowane włosy. - To niemożliwe! - kopie w krzesło.
- Raven, wiem, że jest Ci ciężko, ale proszę, uspokój się. Nie chcę, abyś zrobił sobie krzywdę. - chwytam go za ramiona i prowadzę do kanapy. Sadzam go i siadam zaraz obok.
- Myślałem, że serio mnie kocha... - wtula się we mnie i zaczyna szlochać. - To pewnie przez te tatuaże... Aż czasami mam ochotę się pociąć lub przypalić, byleby ich nie było!
- Na pewno nie chodzi o to, Rav. Twoje tatuaże są piękne i nie jeden facet pewnie Ci zazdrości. Sam zrobiłbym sobie taki na szyi, gdyby mnie to, że jestem pastorem. - opieram, cały czas go tuląc. Zapada dłuższa cisza, którą postanawiam przerwać. - Chcesz dzisiaj spać u nas? Zadzwonię tylko do Reny i ją uprzedzę. To nie problem. - proponuję, a Craft tylko przytakuje głową. 
Wyciągam telefon z kieszeni i dzwonię do Re. Ustalamy kilka szczegółów i już pół godziny później siedzimy w trójkę w moim salonie, pijąc herbatkę na uspokojenie i rozmawiając o wszystkim i o niczym. Nie wracamy już do tematu Steph i Luke'a.

1 komentarz:

  1. Pojawił się mój ulubiony Raven *_*
    Aż mi smutno, że Steph go tak traktuje... :/ Robbie będzie miał nieprzyjemności za to co powiedział...
    Pozdrawiam i czekam na jutro.
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń