Wieczorem, gdy kończę ostatnią mszę, podstawiam
złożyć Stephanie
wizytę.
Wsiadam do samochodu i jadę
kilka ulic do jej domu. Podchodzę
do drzwi i pukam. Chwilę
potem otwiera mi je mąż
Stephanie - Raven.
- Siema Robbie! - wita mnie i wpuszcza
do środka.
Ravena poznałem kiedy jeszcze byłem
muzykiem. Craft wraz z przyjacielem prowadzi firmę Mortus Viventi, zajmującą się produkcją koszulek.
- Chyba 'szczęść Boże, pastorze
Pickerze'. - rzucam ze śmiechem
i kieruję
się
korytarzem do salonu. - Jest Steph? - pytam.
- Nie ma. Wyszła gdzieś rano i jeszcze
nie wróciła. - odpiera i kieruje się
do kuchni. Wyciąga
z lodówki czekoladowy tort i stawia na stole. - Dziś jest nasza
rocznica, a jej nie ma. Może
chociaż
Ty zjesz ze mną
tortu? - patrzy na mnie z nadzieją.
- Pewnie, Rav. - odpowiadam i siadam
przy kuchennej wysepce. Jakiś
czas temu zostałem weganem dla Reny, ale przecież kawałek tortu, o którym się nie dowie to
nie grzech, nie? W końcu
jestem pastorem i sam mogę
ustalić
czy coś
jest grzechem czy nie...
- Odnoszę wrażenie, że ona coś przede mną ukrywa... - opowiada, krojąc ciasto.
- No wiesz... Szczera rozmowa może wiele pomóc.
- mówię,
rozpinając
dwa górne guziki u koszuli.
- Tylko kiedy, jeśli ciągle gdzieś znika?
Pewnie ma jakiegoś
kochanka... - wzdycha i podaje mi talerz.
- Nie chcę Cię
martwić,
ale to możliwe.
- odpowiadam, myśląc ciągle o wyznaniu
Hemmingsa i tym, co widziałem dziś
w parku. Mam wewnętrzny
dylemat, czy powiedzieć
mu o tym.
- Wiem... I jest mi przykro. Kiedy
braliśmy
ślub
złożyła
mi przysięgę, ale chyba jej
nie dotrzymała... - przeciera oczy brzegiem dłoni. - To wszystko wydaje mi się takie...
Hmm... Takie bezsensowne. - dodaje. - I sorry Robbie, ale te śluby kościelne to jeden
wielki shit. I tak nikogo nie obchodzi, że przysięgę złożył przed
Bogiem, że
za jej złamanie grozi grzech. Nikogo. - podnosi głos.
Wyczuwam emanujące od niego złe
emocje, więc
wstaję
i przytulam go.
- Słuchaj, wiem, że Stephanie
bardzo Cię
rani, ale proszę
Cię,
nie wątp
w Boga. Mi on bardzo pomógł przy miłosnej rozterce. - głaszczę go po
ramionach. - Wiem, że
nie jestem upoważniony
do mówienia takich rzeczy i mogę
nawet stracić
posadę,
ale przyjaźń
jest ważniejsza.
- siadam na przeciwko niego i chwytam jego dłonie w swoje. -
Luke Hemmings był w pierwszy piątek
miesiąca
wyspowiadać
się.
Trafił akurat na mnie, ale tego nie wiedział i wyznał, że sypia z mężatką. Myślałem, że chodzi o Renę, ale spotkałem
go dzisiaj rano w parku i... - milknę
na chwilę.
- Całował się
ze Steph.
- Co!? Nie! To niemożliwe! - zrywa
się
z miejsca. Chodzi wokół stołu, ciągnąc i wyrywając swoje
blond-farbowane włosy. - To niemożliwe!
- kopie w krzesło.
- Raven, wiem, że jest Ci ciężko, ale proszę, uspokój się. Nie chcę, abyś zrobił sobie
krzywdę.
- chwytam go za ramiona i prowadzę do kanapy. Sadzam go i siadam zaraz
obok.
- Myślałem, że serio mnie kocha... - wtula się we mnie i
zaczyna szlochać.
- To pewnie przez te tatuaże...
Aż
czasami mam ochotę
się
pociąć
lub przypalić,
byleby ich nie było!
- Na pewno nie chodzi o to, Rav. Twoje
tatuaże
są
piękne
i nie jeden facet pewnie Ci zazdrości.
Sam zrobiłbym sobie taki na szyi, gdyby mnie to, że jestem pastorem. - opieram, cały czas
go tuląc.
Zapada dłuższa
cisza, którą
postanawiam przerwać.
- Chcesz dzisiaj spać
u nas? Zadzwonię
tylko do Reny i ją
uprzedzę.
To nie problem. - proponuję,
a Craft tylko przytakuje głową.
Wyciągam telefon z kieszeni i dzwonię do Re.
Ustalamy kilka szczegółów i już
pół godziny później
siedzimy w trójkę
w moim salonie, pijąc
herbatkę
na uspokojenie i rozmawiając o wszystkim i o niczym. Nie wracamy już do tematu
Steph i Luke'a.
Pojawił się mój ulubiony Raven *_*
OdpowiedzUsuńAż mi smutno, że Steph go tak traktuje... :/ Robbie będzie miał nieprzyjemności za to co powiedział...
Pozdrawiam i czekam na jutro.
Buziaki :*