Budzę się
wczesnym rankiem, gdyż
już
o 7 jest pierwsza msza. Przygotowuję
śniadanie
dla Reny i zostawiam przy łóżku
wraz z karteczką,
że
jestem na parafii. Całuję
śpiąca Re w czoło i
wychodzę
po cichu. Docieram do kościoła,
gdzie czeka na mnie już
ksiądz.
- Jaki punktualny... - rzuca
sarkastycznie, patrząc
na zegarek.
- Jak zwykle. Nie wiem czego się spodziewałeś. - rzucam i idę do biura.
Siadam przy biurku i korzystając z okazji, iż do mszy jest
jeszcze 20 minut, zaczynam przeglądać zeszyt
intencji, aby przygotować
rozpiskę
na najbliższy
tydzień.
Chwilę przed 7 zerkam ilu jest parafian, kiedy
wychodzę
zapalić
świece
na ołtarzu. Nie ma kościelnego,
więc
muszę
zrobić
to sam. Dostrzegam w pierwszym rzędzie
Renę
z dziećmi.
Jeny, po co ona je tutaj tak rano zabrała? Uśmiecham się do niej i wracam do Zakrystii.
Przebieram się
i odliczam czas. Gdy tylko organista zaczyna grać, wychodzę. Rozpoczyna
się
kolejny dzień
bycia pastorem Pickerem.
Kolejne dni mijają szybko. Rena
często
zostawia dzieci u rodziców i przychodzi mi pomagać m.in. przejęła zamiatanie
na parafii. Wszystko w końcu
zaczyna się
układać.
W pierwszy piątek miesiąca wraz z
drugim księdzem
rozpoczynamy dyżur
spowiedniczy. Jak zwykle przychodzi grono starszych parafian oraz dzieci,
zbierające
podpisy. Kto w ogóle wymyślił
coś
takiego jak podpis za spowiedź
czy mszę?
Przecież
to tylko zniechęca
młodych ludzi do uczęszczania
do kościoła.
Krótko przed 6 PM, nim zaczyna się msza święta, a wszyscy
pragnący
rozgrzeszenia otrzymali je, młody ksiądz
idzie do Zakrystii. Sam także
mam zamiar wyjść
z konfesjonału, gdy nagle dobiega mnie męski
głos, wychwalający
Boga. Otwieram ponownie książeczkę na
schemacie spowiedzi.
- Księżę, nie pamiętam nawet kiedy ostatnio się spowiadałem...
Chyba przed wyjazdem w "Meet You There Tour". - mówi, a ja z ciekawości spoglądam na niego
przez kratkę.
Tak jak myślałem.
To Luke Hemmings. Jego głosu się
nie zapomina.
- Nie szkodzi. Dobrze, że chcesz się nawrócić, Synu. -
odpowiadam, przysuwając
się
bliżej
kraty.
- Nawrócić? Chyba za dużo
powiedziane... Nie wiem, czy Bóg wybaczy mi, że sypiam z mężatką... Bo to chyba
mój najgorszy grzech... Jazda po pijaku czy przeklinanie
to chyba nic w porównaniu z tym. - wyznaje, a ja czuję narastającą złość. Z jaką inną niż Rena mężatką może sypiać Hemmings?
Nie wiem co odpowiedzieć. Książka spowiednika
nic nie mówi o takich przypadkach, gdy ktoś
przychodzi wyspowiadać
się
z p**prz*nia żony
pastora!
- Jest ksiądz tutaj? -
pyta nieśmiało.
- Tak. Po prostu nie wiem co Ci
odpowiedzieć,
młody człowieku. Sugerowałbym zakończyć romans i wtedy
wrócić.
Nie mogę
Cię
rozgrzeszyć.
- odpieram i pukam o ściankę konfesjonału.
Słyszę tylko jak Luke wstaję i klnie przed
nosem. Oczekuję
moment, aż
echo jego kroków przestanie nieść
się
po kościele
i opuszczam konfesjonał. Idę
do Zakrystii, gdzie czeka mnie jeszcze trochę papierkowej roboty.
Wracam do domu krótko przed 8 PM. Rena
jest w kuchni i przygotowywuje kolację.
- Już jestem. - cmokam ją w policzek i
siadam do stołu.
- Jak było w pracy? - pyta, stawiając na stole miskę wegańskiej sałatki.
- Nawet dobrze. Jestem szczęśliwy, że tyle osób
było u spowiedzi. Miło patrzeć
ile ludzi się
nawraca. - odpieram i zaczynam jeść.
Nie zamierzam pytać się jej o
Hemmingsa. Będę ją obserwować przez jakiś czas, a wtedy
się
zobaczy. Z resztą,
jeśli
Luke opowie jej o spowiedzi, a ja zacznę
ten temat, to się
połapie.
- To cudownie. - dodaje i siada
naprzeciwko mnie.
Nie kontynuuję tematu parafii.
Wieczór mija nam w miłej atmosferze.
Oni codziennie jedzą wegańską sałatkę - na obiad i kolację... Albo po prostu im ciągle zostaje "od wczoraj" ;)
OdpowiedzUsuńCiekawe co ten Hemmings wymyślił...
Pozdrawiam i czekam na next