Kolejne dni mijają mi szybko. Większość dnia spędzam na
parafii, wykonując
moje obowiązki.
Następnie
kilka godzin spędzam
śledząc Renę i wieczorami
poświęcam się całkowicie
dzieciom. Wszystko wydaje się
być
w porządku,
do czasu.
Siedzę w biurze parafialnym,
robiąc
rozliczenia za kończący się miesiąc, gdy nagle
słyszę
ciche pukanie do drzwi.
- Szczęść Boże.
- Taylor Palumbo staje przede mną
z uśmiechem
na ustach.
- Szczęść Boże,
Taylor. - odpowiadam i odkładam na chwilę
długopis. - Co Cię
tu sprowadza?
- Zach mi się oświadczył. -
oznajmia i siada na przeciwko mnie. - Ale ja nie wiem, czy chcę już ślub... Jestem
jeszcze młoda... Chcę
skosztować
życia...
- dodaje i spuszcza wzrok na swoje dłonie. Zauważam, że bawi się srebrnym pierścionkiem z
diamentowym oczkiem, który ma na palcu.
- Doskonale Cię rozumiem.
Czasami chce się
jak najwięcej
skorzystać
z życia,
nim swoboda się
skończy,
ale kiedyś
trzeba się
ustatkować.
Sam nie chciałem tak szybko zakładać
rodziny, ale kiedy zeszliśmy
się
z Re... Nie widziałem świata
poza nią
i nie marzyłem o niczym innym niż
ślub
z nią.
- wyznaję
i posyłam Tay pokrzepiający
uśmiech.
- No tak... Ale ja nie jestem gotowa!
Mogę
Cię
o coś
poprosić?
- spogląda
na mnie blagalnym wzrokiem.
- Oczywiście. - zgadzam się.
- Zach będzie chciał niedługo
przyjść
zarezerwować
termin ślubu.
Mógłbyś...
- milknie na chwilę.
- Czy mógłbym go okłamać, że są dopiero za rok
lub później?
- kończę za nią.
- Tak, o to. Powiedz mu, że najprędzej za dwa
lata, proszę...
- pochyla się
nad biurkiem, wpatrując
się
nachalnie we mnie.
- Wiesz, że nie mogę kłamać, Taylor... Przepraszam, że Cię zawiodłem. -
odpieram.
- No tak. Święty pastor
Picker! P**prz się!
- pokazuje mi środkowy
palec i wychodzi.
Wracam do rozliczeń parafialnych,
ale nie mogę
się
skupić.
Rzucam to wszystko i opuszczam kościół. Chyba potrzebuję zrobić sobie przerwę.
Udaję się
do parku i siadam na wolnej ławce pod drzewem. Nagle zauważam stojącego do mnie
tyłem Hemmingsa, który najprawdopodobniej całuję się
z kimś.
Podnoszę
się
z miejsca i powoli zakradam w ich stronę. Gdy jestem na
tyle blisko, aby zobaczyć
kto to jest, mały Eric podbiega do mnie, krzycząc 'Tata!'. Kawałek za nim idzie Rena,
jedną
ręką prowadząc wózek z
Mirandą
i Lailą,
a drugą
trzymając
Lulu, Buddy'ego i Sarabellę
na smyczach.
- Pomogę Ci. - deklaruję i zabieram od
niej psy.
- A Ty nie w pracy, Robbie? - pyta,
całując
mnie w policzek.
- Musiałem się przejść. Może zjemy coś razem? -
proponuję,
uśmiechając się do niej.
- Bardzo chętnie. - zgadza
się
i ruszamy do jej ulubionej wegańskiej
knajpki.
Niezauważalnie odwracam wzrok jeszcze raz w stronę Hemmingsa i
zauważam
jak całuje moją
siostrę
Stephanie. To niemożliwe!
- Przepraszam Cię na chwilę. - wpycham jej
smycze w dłoń
i szybkim, zdecydowanym krokiem kieruję
się
w stronę
Luke'a i Steph. - Co Ty sobie myślisz,
sk**w***nie! - uderzam go z pięści
w nos. - Odwal się
od mojej siostry! Bóg Ci tego jej wybaczy! - krzyczę, raz po raz
potrzasając
chłopakiem.
- Robbie, spokojnie. Robbie! -
Stephanie odciąga
mnie od Luke'a, akurat w momencie, w którym on zamachuje w moim kierunku.
Chybia.
- Co w Ciebie wystąpiło, Picker!?
- krzyczy Hemmings, trzymając
się
za krwawiący
nos. - Odwala Ci od kiedy jesteś
pastorem! Nie dziw się,
że
twoja siostra i twoja żona
wolą
przybywać
ze mną!
- Luke, nie prowokuj go! - Rena nagle
staje za moimi plecami.
Nie wiem co zrobić. Odwracam się w jej stronę i zaczynam
wpatrywać
się
w jej oczy, aby coś
z nich wyczytać,
ale jedyne co widzę
do złość
i zażenowanie.
- Przeprasza Rena, ale nie mogłem tak
tego zostawić.
Ten gnojek zarywa do mojej zajętej
siostry! I jeszcze śmie
sugerować,
że
Ty też
mnie zdradzasz! - wykrzykuję,
aż
przyciąga
uwagę
przechodniów. - No jak jest!? Odpowiedz Re!
- Uspokój się, Robbie. - chwyta
moją
dłoń.
- Nie zdradzam Cię,
kochanie. - dodaje, uśmiechając się lekko do mnie.
Rzucam Hemmingsowi pogardliwe
spojrzenie i odchodzę.
Ze Steph porozmawiam potem. Może
Rena ma rację
i powinienem się
uspokoić?
Wtedy możliwe,
że
uda mi się
coś
osiągnąć...
Ale pastor Picker ma metody siłowe żeby walczyć z niewiernymi! ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na next