- Bo świat się psuje. - odzywa się głos z tyłu kościoła. To Rena.
- Świat
się
psuje, a ludzie razem z nim. - mówi, krocząc
w stronę
ołtarza. - Ale niektórzy wręcz
przeciwnie. Stają
się
jeszcze lepsi... Jak Ty. - zatrzymuje się
tuż
przede mną,
a w kościele
słychać
jak wierni wzdychają
z zachwytu. Re odwraca się
do zgromadzonych. - Wiem, co o mnie powiedział. Wiem, co o mnie myślicie. I wiem,
jak bardzo Cię
zraniłam, Robbie. - spogląda
mi prosto w oczy. - Przepraszam, że
Cię
tak traktuję.
Przepraszam, za wszystko co powiedziałam. Przepraszam. - ostatnie słowo
wyszeptuje i rusza do wyjścia.
Ludzie szemrają między sobą. Czuję, że nie dam rady
dokończyć dziś mszy, jeśli nie wyjdę za nią.
- Proszę zaczekać. Zaraz wracam. - oznajmiam i wychodzę za Reną.
Doganiam ją i blokuję jej drogę do auta.
- Rena, porozmawiajmy. - proszę, chwytając ją za ręce. - Kocham Cię i wszystko Ci
wybaczam. - zbliżam
się
do niej i czule całuję.
Zatracam się w niej tak
samo, gdy spotkałem ją
pierwszy raz. Moje serce bije tak samo mocno jak wtedy.
- Robbie... - szepcze, odsuwając się kawałek ode
mnie.
Dalej trzymam ją w ramionach.
Patrzymy sobie prosto w oczy.
- Nic nie mów. Pozwól, że skończę mszę. I pamiętaj, że Cię kocham. -
całuję
ją
jeszcze raz i niechętnie
wypuszczam z objęć.
Zaraz po mszy, wracam do domu.
Zostawiłem w Zakrystii kartkę
z informacjami dla księdza,
aby nie musieć
tam dziś
wracać.
- Już jestem. - cmokam Re w policzek i siadam
przy stole obok krzesełek dziecięcych.
Mały Eric uśmiecha się do mnie,
wymachując
plastikową
łyżeczką, a bliźniaczki Miranda
i Laila grzebią
swoimi malutkimi dłońmi
w talerzu z wegańską papką dla dzieci.
- Mam nadzieję, że lubisz vege
sałatki. - mówi, stawiając przede mną talerz z
jedzeniem.
- W twoim wykonaniu zawsze. - odpieram
i zaczynam jeść.
Nie rozmawiamy o tym, o czym powinniśmy, a o
jedzeniu i pogodzie. Dopiero, gdy cała nasza trójka łobuzów śpi w swoich łóżeczkach, już po kąpieli, siadamy
na łóżku
w sypialni, aby porozmawiać.
- Więc... Nie wiem od czego zacząć. - wyznaję, chwytając ją za rękę. Gładzę jej dłoń, patrząc głęboko w oczy, aż w końcu wiem co
powiedzieć.
- Rena, po pierwsze i najważniejsze,
kocham Cię
nad życie.
Po drugie, jeżeli
dasz mi szansę,
spróbuję
pogodzić
pracę
w parafii i życie
rodzinne. Jestem w stanie zrezygnować
z bycia pastorem, jeżeli
będzie
Ci zależeć na tym. I po
trzecie, dziękuję za to, że zjawiłaś się dzisiaj
podczas kazania. - milknę
na chwilę.
W sumie nie wiem, czy dlatego, że nie wiem co więcej dodać, czy oczekuję jej
odpowiedzi.
- Robbie, nie wiem czy dam radę, ale chcę spróbować. Pomogę Ci we
wszystkim w czym tylko będę mogła. Chcę, aby było nam
razem dobrze. Chcę,
aby nasza przysięga
małżeńska była
naprawdę
szczera. Chcę
już
zawsze być
z Tobą
i kochać
Cię
z całych sił. To chyba niewiele chcę,
ale jednak wszystko.... Odpowiadając
przy okazji na twoje pytanie z kazania, prawdziwa miłość to wszystko.
To jak myślisz
o kimś,
jak za nim tęsknisz,
jak doceniasz w nim najmniejsze rzeczy i to co przy nim czujesz.
Jesteś
całym moim światem,
Robbie. - delikatnie muska moje wargi swoimi.
Uważam sprawę za rozwiązaną,
więc
nic już
nie mówię.
Odwzajemniam pocałunek, przyciągając ją do siebie.
- Kochaj mnie jak dawniej... - szepcze,
a następnie
przygryza mi płatek ucha.
Wsuwam ręce pod jej bluzkę i błądzę dłońmi po jej
ciepłym ciele. Chwilę
potem zdejmuję
z niej koszulkę.
Jak zwykle nie ma na sobie stanika. Zaczynam obcałowywać każdy milimetr jej
skóry od szyi aż
do pępka.
Pomimo dwóch ciąż,
wciąż
jest cudowna i wygląda
idealnie. Re ściąga ze mnie
T-shirt i przejeżdża dłońmi po moich
tatuażach
na ręce
i na boku.
- "Be brave, reshape, create, reclaim..."
Za każdym
razem jak to czytam, jestem pod wrażeniem.
- wyznaje i podnosi wzrok na mnie.
Nasze usta znów się spotykają. Powoli
rozpinam jej spodnie i zsuwam, aby po chwili wylądowały na podłodze obok bluzek. Rena
postępuje
tak samo z moimi. Gdy jesteśmy
całkiem nadzy, kładziemy się
na łóżku
i kontynuujemy.
Teraz liczy się tylko ona.
Robbie z swoim pastorskim błogosławieństwem wraca do Reny :)
OdpowiedzUsuńFajny pozytywny rozdział!
Buziak i do jutra