Pokazuję Renie dokumenty, które były w kopercie.
Spogląda
na nie tylko przez chwilę
i oddaje mi je. Odwraca się
i wychodzi bez słowa.
Resztę parafii obchodzę w samotności, aż w końcu w biurze
parafialnym spotykam tego młodego księdza.
- Pastorze Picker! - wita mnie, a słowa
z trudem przechodzą
mu przez gardło. Liczył, że
to on dostanie tę
"rolę".
- Słucham, jakiś problem? -
zwracam się
do niego, siadając
przy stoliku pełnym dokumentacji oczekującej
na pilne spojrzenie na nie.
- Chodzi o te najpilniejsze sprawy organizacyjne.
- zaczyna temat.
- Jakie sprawy organizacyjne? Wszystko
pozostaje bez zmian. - odpieram i zaczynam zajmować się papierkową robotą.
Do domu wracam dopiero późnym wieczorem.
- Już jestem! - oznajmiam, wchodząc do kuchni.
- Masz tu kolację, a ja idę zająć się dziećmi. - odpiera i
wychodzi.
Coś
mi się
wydaje, że
przez to wszystko oddalamy się
od siebie. W sumie, to ona stała się
oschła. Nie pomyślałbym,
że
można
tak w jednej chwili przestać
kogoś
kochać.
Chociaż
teraz wygląda
to tak, jakby nigdy mnie nie kochała...
Nagle przed oczyma widzę wydarzenia
sprzed czterech lat. To jak zrujnowała moje marzenia o wielkiej muzycznej
karierze. To jak wszyscy uważali,
że
jestem "potworem z Los Angeles". To jak zostałem zepchnięty na margines
społeczny i jedyne schronienie znalazłem tu w parafii w Torrance.
Teraz to miejsce stało się
moim przekleństwem.
Kolejny tydzień Rena totalnie
mnie unika. Kiedy próbuję
przytulić
się
do niej w łóżku,
wstaje, zabiera swoje poduszki i wychodzi spać w pokoju dziecięcym
na fotelu. Kiedy próbuję
pocałować
ją,
chociażby
w policzek, gdy spotykamy się
w kuchni, odsuwa mnie ręką. W sumie to
nawet mało co się
do mnie odzywa.
- Wychodzę na mszę. Będę wieczorem lub
wcale. - oznajmiam i wychodzę.
Może
jak mnie nie będzie
to coś
do niej dotrze.
W samo południe odbywa się moja pierwsza
msza. Gdy nadchodzi czas kazania postanawiam zacząć od podziękowań za miłe przyjęcie.
- Dziękuję
Wam, Drodzy Parafianie, za tak miłe przyjęcie
tutaj. - mówię,
rozglądając się po świątyni. W drugiej
ławce dostrzegam Nię
z Natem oraz Taylor z zespołem i jej chłopakiem Zacharym. - Jestem tylko
człowiekiem i będę popełniał błędy, ale mam
nadzieję,
że
wybaczycie mi to. Zwłaszcza, że
w tej całej sytuacji zostałem zupełnie sam. Żona, która zapewniała, że mnie
kocha, stała mi się
obca. Dzieci pewnie niebawem też
zapomną
o ojcu. To wszystko zainspirowało mnie do dzisiejszego kazania. - milknę na chwilę.
W ostatniej ławce zauważam Anę i Kenny'ego
Enea. Oni o niczym nie wiedzieli, do teraz.
Biorę kilka głębokich wdechów i
kontynuuję.
- Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czym
jest prawdziwa miłość?
- moje pytanie zawisa w powietrzu. - Ja bardzo dużo. - przyznaję. - Cztery lata
temu moje życie
runęło
z powodu pewnej dziewczyny. Wydawało mi się,
że
naprawdę
się
kochamy. Byliśmy
razem już
jakiś
czas, kiedy nagle oskarżyła
mnie przed całym światem
o coś
czego nigdy nie zrobiłem. Wtedy trafiłem tutaj i całe dnie spędzałem na
zamiataniu. Pomimo tego jak bardzo mnie zraniła dalej ją kochałem i
kocham. - wzdycham ciężko.
Same wspomnienia za bardzo mnie bolą.
- Pewnie zastanawianie się
czy wróciła? Oczywiście,
że
tak. Wiele się
wydarzyło nim doszliśmy
do porozumienia, ale wiecie co? Do ubiegłego tygodnia byliśmy szczęśliwym małżeństwem z trójką dzieci. I
teraz kolejne pytanie, dlaczego "byliśmy"? Bo
ona mnie odtrąca.
Codziennie słyszę
o tym, że
nie powinniśmy
być
razem, o tym, że
zostałem powołany do służby
Bogu i to niemoralne. Ale ja tak nie uważam.
Kto się
ze mną
zgadza? - pytam, a ludzie nieśmiało
zaczynają
podnosić
ręce.
Nawet rodzice Reny. - Widzicie. Każdy
z nas jest inny, ale czasami się
zgadzamy. To dlaczego nie umiemy się
zgodzić
zawsze? Czemu nie umiemy kochać
bezwarunkowo? - pytam retorycznie.
- Bo świat się psuje. - odzywa się głos z tyłu kościoła. To Rena.
Foch w wykonaniu Reny wymiata! Jak się fochnie to na długo.
OdpowiedzUsuńCzuję, że będzie więcej takich wywodów Pickera.
Buziaki 😘