Witajcie serdecznie,
w końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień - dzisiaj premiera 2 sezonu.
Zapraszam do czytania prologu poniżej. Koniecznie dajcie znać co sądzicie o nowej roli Robbiego.
Nowe rozdziały codziennie o 8:00.
---
- Kochanie, przyszedł jakiś list do
Ciebie. - woła Rena.
Przychodzę do kuchni z małym Ericiem na rękach.
- Z urzędu? - pytam zaskoczony, widząc logo na
kopercie.
- Też się
zdziwiłam. - odpiera i bierze ode mnie syna i sadza obok młodszych od niego bliźniaczek
Laili i Mirandy. Jest akurat pora obiadowa.
Biorę do ręki kopertę i otwieram ją ostrożnie. Wyciągam list i uważnie czytam jego
treść.
- Co się stało? - pyta Re, zaglądając mi przez ramię.
- Dostałem zawiadomienie, aby wstawić się na odczytanie
testamentu naszego pastora. - oznajmiam.
Pastor odszedł w zeszłym tygodniu. Pamiętam ten
straszny moment. Zamiatałem akurat w zakrystii, gdy przybiegł ten młody ksiądz. Powiedział,
że
mam szybko iść
z nim, bo pastor chce mi coś
przekazać.
Nie zdążyłem.
Źle
mi z tym, ale nic nie mogę
na to poradzić.
Razem z Reną
pomogliśmy
w organizacji uroczystości
pogrzebowej, na którą
przybyły tłumy ludzi. Było to dziwne, bo Torrance nie jest aż tak licznym
miastem.
- Długo tam pracowałeś... Może coś Ci za to
zapisał. Kochał Cię
jak syna. - wyjaśnia
Re. Zapewne ma rację.
- Nie wiem, ale się dowiem. To już za trzy dni. -
odpowiadam i odkładam na bok list.
Trzy dni później ubieram się elegancko i
udaję
do urzędu.
Rena zostaje z dziećmi
w domu. Są
za małe, aby tam wytrzymać.
Gdy tylko przekraczam próg, od razu
masa ludzi składa mi kondolencje. Głupio mi, bo nie jestem z nim spokrewniony. Urzędnik sprawdza
czy wszyscy są
i zaczyna.
- Zebraliśmy się tutaj, aby odczytać testament świętej pamięci pastora... -
mówi i mówi, nim w końcu
przechodzi do konkretów. - Całą moją parafię zapisuję mojemu bliskiemu, uczynnemu, prawie
synowi Robbiemu Pickerowi. Od teraz Ty będziesz
pełnił moje funkcje. - odczytuje, a młody ksiądz, który tam pełni posługę, zrywa się z miejsca.
- Jak to Pickerowi!? Temu głupiemu
zamiataczowi!? - wykrzykuje.
- Można się zrzec? - pytam, ale urzędnik mnie
ignoruje.
- Nie martw się nim. Będziesz dobrym
pastorem, Robbie. - siostra zmarłego obejmuje mnie ramieniem. - Wierzę, że Ci się uda. - dodaje.
Po całym wydarzeniu wracam do domu.
- Rena, skarbie, muszę Ci coś powiedzieć. Zostałem
nowym pastorem. - oznajmiam, a ukochana spogląda się zdziwiona i upuszcza trzymaną w ręce łyżkę.
- Co? - pyta. - Ty? Pastorem? Przecież nawet nie masz
święceń!
- Wiesz... Sam jestem zdziwiony, ale
tak jest. - odpieram i siadam przy stole.
Re patrzy na mnie w milczeniu. To
najgorsza forma, kiedy się
fochnie.
- Jakoś to będzie... Damy radę... - ciągnę dalej. Chcę ją jakoś przekonać.
- A jak nie damy rady, Robbie? - pyta,
siadając
mi na kolana i przytulając głowę to torsu. - Wiem, że nie damy. Może rozwód byłby
słusznym rozwiązaniem?
- proponuje, zanim zdążam
się
odezwać.
- Nie! - protestuję. - Kocham Cię i nie zgadzam
się
na żaden
rozwód. Jeśli
nie damy rady, zrezygnuję.
To proste, prawda? - chwytam ją
delikatnie za podbródek i unoszę
lekko jej głowę,
aby spojrzała na mnie. - Zapamiętaj
to. Kocham Cię,
mimo wszystko. - całuję
ją
czule w usta. Re odwzajemnia to. To oczywiste, że dziś już
nie będzie
poruszać
tego tematu.
Następnego dnia zostawiamy dzieci
pod opieką
mojej mamy i jedziemy do parafii. Niepewnie przekraczam próg świątyni.
Tu przez około cztery lata tylko
zamiatałem podłogę.
Tu trzy lata temu pobrałem się z Reną.
Tu ochrzciliśmy nasze
dzieci.
Teraz to miejsce jest tylko moje.
Przechodząc wzdłuż nawy głównej, dotykam dłonią brzegu każdej ławki po
mojej prawej stronie. Lewą
ręką trzymam
ukochaną.
Zatrzymujemy się
przed ołtarzem, aby pomodlić
się
w ciszy.
- Boże, czy to kolejna pomyłka w moim życiu? Nie wiem
czy zdołam wypełnić
godnie powierzone mi obowiązki. Proszę, pomóż mi. - wypowiadam w myślach, robię znak krzyża i wstaję z kolan.
Wchodzę na ambonę i rozglądam się wokół. Przemawianie tu musi być trudne.
Zwłaszcza jak nie wiesz co powiedzieć.
- Robbie, popatrz. - Rena wskazuje na
kopertę
leżąca
przy siedzeniu pastora.
Zbliżam się ostrożnie i biorę ją
do ręki.
Siadam na krześle
i otwieram kopertę.
Wyciągam
z niej cały stos kartek. To moje uprawnienia do pełnienia posługi pastora i akt
własności
parafii. Więc
to nie może
być
pomyłka.
Robbie pastorem hehe 😂
OdpowiedzUsuńCiekawe jak to się potoczy dalej.
Buziaki