2018-08-11

2.1.

Pokazuję Renie dokumenty, które były w kopercie. Spogląda na nie tylko przez chwilę i oddaje mi je. Odwraca się i wychodzi bez słowa.
Resztę parafii obchodzę w samotności, aż w końcu w biurze parafialnym spotykam tego młodego księdza.
- Pastorze Picker! - wita mnie, a słowa z trudem przechodzą mu przez gardło. Liczył, że to on dostanie tę "rolę".
- Słucham, jakiś problem? - zwracam się do niego, siadając przy stoliku pełnym dokumentacji oczekującej na pilne spojrzenie na nie.
- Chodzi o te najpilniejsze sprawy organizacyjne. - zaczyna temat.
- Jakie sprawy organizacyjne? Wszystko pozostaje bez zmian. - odpieram i zaczynam zajmować się papierkową robotą.

Do domu wracam dopiero późnym wieczorem.
- Już jestem! - oznajmiam, wchodząc do kuchni.
- Masz tu kolację, a ja idę zająć się dziećmi. - odpiera i wychodzi.
Coś mi się wydaje, że przez to wszystko oddalamy się od siebie. W sumie, to ona stała się oschła. Nie pomyślałbym, że można tak w jednej chwili przestać kogoś kochać. Chociaż teraz wygląda to tak, jakby nigdy mnie nie kochała...
Nagle przed oczyma widzę wydarzenia sprzed czterech lat. To jak zrujnowała moje marzenia o wielkiej muzycznej karierze. To jak wszyscy uważali, że jestem "potworem z Los Angeles". To jak zostałem zepchnięty na margines społeczny i jedyne schronienie znalazłem tu w parafii w Torrance. Teraz to miejsce stało się moim przekleństwem.

Kolejny tydzień Rena totalnie mnie unika. Kiedy próbuję przytulić się do niej w łóżku, wstaje, zabiera swoje poduszki i wychodzi spać w pokoju dziecięcym na fotelu. Kiedy próbuję pocałować ją, chociażby w policzek, gdy spotykamy się w kuchni, odsuwa mnie ręką. W sumie to nawet mało co się do mnie odzywa.
- Wychodzę na mszę. Będę wieczorem lub wcale. - oznajmiam i wychodzę.
Może jak mnie nie będzie to coś do niej dotrze.

W samo południe odbywa się moja pierwsza msza. Gdy nadchodzi czas kazania postanawiam zacząć od podziękowań za miłe przyjęcie.
- Dziękuję Wam, Drodzy Parafianie, za tak miłe przyjęcie tutaj. - mówię, rozglądając się po świątyni. W drugiej ławce dostrzegam Nię z Natem oraz Taylor z zespołem i jej chłopakiem Zacharym. - Jestem tylko człowiekiem i będę popełniał błędy, ale mam nadzieję, że wybaczycie mi to. Zwłaszcza, że w tej całej sytuacji zostałem zupełnie sam. Żona, która zapewniała, że mnie kocha, stała mi się obca. Dzieci pewnie niebawem też zapomną o ojcu. To wszystko zainspirowało mnie do dzisiejszego kazania. - milknę na chwilę.
W ostatniej ławce zauważam Anę i Kenny'ego Enea. Oni o niczym nie wiedzieli, do teraz.
Biorę kilka głębokich wdechów i kontynuuję.
- Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czym jest prawdziwa miłość? - moje pytanie zawisa w powietrzu. - Ja bardzo dużo. - przyznaję. - Cztery lata temu moje życie runęło z powodu pewnej dziewczyny. Wydawało mi się, że naprawdę się kochamy. Byliśmy razem już jakiś czas, kiedy nagle oskarżyła mnie przed całym światem o coś czego nigdy nie zrobiłem. Wtedy trafiłem tutaj i całe dnie spędzałem na zamiataniu. Pomimo tego jak bardzo mnie zraniła dalej ją kochałem i kocham. - wzdycham ciężko. Same wspomnienia za bardzo mnie bolą. - Pewnie zastanawianie się czy wróciła? Oczywiście, że tak. Wiele się wydarzyło nim doszliśmy do porozumienia, ale wiecie co? Do ubiegłego tygodnia byliśmy szczęśliwym małżeństwem z trójką dzieci. I teraz kolejne pytanie, dlaczego "byliśmy"? Bo ona mnie odtrąca. Codziennie słyszę o tym, że nie powinniśmy być razem, o tym, że zostałem powołany do służby Bogu i to niemoralne. Ale ja tak nie uważam. Kto się ze mną zgadza? - pytam, a ludzie nieśmiało zaczynają podnosić ręce. Nawet rodzice Reny. - Widzicie. Każdy z nas jest inny, ale czasami się zgadzamy. To dlaczego nie umiemy się zgodzić zawsze? Czemu nie umiemy kochać bezwarunkowo? - pytam retorycznie. 
- Bo świat się psuje. - odzywa się głos z tyłu kościoła. To Rena.

1 komentarz:

  1. Foch w wykonaniu Reny wymiata! Jak się fochnie to na długo.
    Czuję, że będzie więcej takich wywodów Pickera.
    Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń