2017-07-22

7.

Po wybuchu nie wiele myślę, tylko ruszam przed siebie. Przyznaję, Rena była pomyłką w moim życiu, jednak nie pozwolę, aby przeze mnie straciła swoje. Wpadam do fabryki i rozglądam się nerwowo. Kilka ścian już się zawaliło, a ogień strawia pozostałe dotychczas resztki chemikaliów. Nagle zauważam Renę leżącą kilka metrów ode mnie, a tuż obok niej coraz większy płomień.
- Musisz to zrobić, choćby to była najgorsza pomyłka w twoim życiu. Dawaj Robbie. - motywuję sam siebie i ruszam w kierunku Lovelis.
Gdy jestem już prawie przy niej, tuż przede mną spada z sufitu płonąca belka. Denerwuję się jeszcze bardziej, a przez dym coraz trudniej mi się oddycha. Obracam się kilka razy wokół własnej osi, aż znajduję wąskie przejście do Reny.
- Na trzy. - mówię i zaczynam odliczać. - Raz… Dwa… Trzy! - rzucam się biegiem, a po chwili jestem tuż przy dziewczynie. - Ocknij się, proszę… - lekko nią potrząsam, ale nie reaguje.
Czuję, że robi mi się strasznie gorąco. Za mną jest ogromny płomień. Biorę Renę na ręce i ruszam z nią do wyjścia. Kilka metrów przed drzwiami słabnę z sił. Upadam. Biorę kilka głębokich wdechów, zarzucam sobie Re na plecy i próbuję opuścić tę cholerną fabrykę. Ledwo udaje mi się doczołgać do skraju zieleni kiedy całkowicie tracę kontakt z rzeczywistością.

Gdy otwieram oczy, zaczynam rozglądać się nerwowo w poszukiwaniu Reny. Ostatnie co pamiętam to moment, gdy opuściliśmy fabrykę.
- Doktorze, obudził się. - czyjś głos, dobrze mi znany, woła lekarza.
Odwracam głowę i zauważam Nate'a.
- Co się...? Co...? Powiedz, co się stało... - pytam słabym głosem.
- Mieliście wypadek w fabryce. Mówiłem Renie, że to nie jest dobry pomysł, ale się uparła. Robbie Dean miał wzbudzić twoją zazdrość. Przepraszam, ale Nia mnie o to poprosiła w zamian za randkę. Wiem, że możesz poczuć się zraniony, ale zależy mi na niej. - mówi szybko, a ja próbuję załapać cokolwiek. Rena, Nate i Robbie Dean...? Za dużo jak na raz.
- Muszę zobaczyć się z Reną. - podnoszę się, próbując wypiąć kroplówkę.
- Nie możesz. Nie teraz. Jej rodzina tu jest. - powstrzymuje mnie.
- Ale ja muszę. - upieram się.
- Zaraz będzie twoja mama. Ojciec martwi się, ale nie może rzucić pracy, tak samo siostra studiów. Ale matka jedzie do Ciebie. - tłumaczy mi.
- Ale tylko na moment. Muszę wiedzieć co z Reną! - wołam, aż zwracam uwagę pielęgniarki.
- Panie Picker, wszystko w porządku? - pyta, podchodząc do mojego łóżka.
- Kolega martwi się o dziewczynę... - wtrąca się Sais.
- Ta różowowłosa, którą z panem przywieziono? - dopytuje, zaglądając w trzymane dokumenty.
- Tak, ta. Rena. - odpieram i siadam zaciekawiony.
- Jest jeszcze na sali operacyjnej. Rodzice i siostra czekają pod blokiem. - odpowiada, a ja zaciskam oczy, aby powstrzymać łzy.
- Będzie dobrze Robbie, uspokój się. - Nate kładzie mi rękę na ramieniu i posyła delikatny uśmiech.
Kładę się z powrotem na poduszki i, pomimo obecności Nate'a, milczę. Wracam myślami do wydarzeń z fabryki. Chciała, abym był zazdrosny i jestem.
- Wiesz co, idę do Nii. - Nate nagle przerywa panującą ciszę, wstając z krzesła. - Wpadnę później. Moja mała Ni bardziej mnie teraz potrzebuje. To na razie, Robbie. - woła i opuszcza salę.
Jak zwykle zostaję sam. Przyzwyczaiłem się już w sumie do tej samotności. Od kiedy Rena zrobiła ze mnie potwora, nawet mój kumpel się ode mnie odwrócił. Jak głupi szczeniak lata za jej siostrą, więc oczywiste jest, że teraz będzie po jej stronie. Szkoda mi tylko tych wspólnych lat. To było niesamowite grać razem w zespole, wychodzić razem na pizzę... Brakuje mi tego, ale niestety jako "pobożny Żyd" chłopak nie ma zamiaru pokazywać się z tak "niemoralnym człowiekiem".

1 komentarz:

  1. "Pobożny żyd" hehe :)
    Ale brawo Robbie! - uratowałeś dziewczynie życie!
    Pozdrawiam i czekam co dalej.

    OdpowiedzUsuń