Gdy w końcu jestem w stanie wstać i zacząć na nowo
normalnie funkcjonować,
postanawiam jednak wybrać
się
do starej fabryki. Przebieram się
w czyste ubrania, zabieram samochód i jadę,
choć
droga jest długa. Nie ze względu
na odległość,
lecz ze względu
na korki. O ile w Torrance jakoś
to jeszcze idzie, prawdziwa męka
była w Los Angeles, gdzie mieszkałem przez pewien czas. Teraz wróciłem do
rodzinnej miejscowości,
aby żyć w spokoju,
jednak ta mała Lovelis postanowiła mieć
inny plan. Kiedyś
wspominała mi, że
dostała od Adama domek wypoczynkowy niedaleko LA, ale nie przypuszczałem, że jest on w
moim Torrance, mojej rodzinnej miejscowości
spokoju.
Parkuję niedaleko fabryki i ostrożnie, ciągle się rozglądając, zbliżam się do budynku.
Do moich uszu dobiegają
dwa głosy. Jeden z nich należy
do Reny, ale drugi… Nie wiem. Zakradam się
i zaglądam
przez uchylone drzwi.
- Robbie, ja naprawdę Cię przepraszam…
- dziewczyna zakłada mu ręce
na szyję.
- Ale za co? Przecież na taką ślicznotkę nie można się wcale gniewać… - odpowiada
jej, a ja rozpoznaję
jednego z poprzednich muzyków mojego dawnego zespołu. Nate często powtarzał
mi, że
kiedyś
grał z nimi Robbie Dean i, że
jesteśmy
bardzo podobni, jednak nie sądziłem,
że
kiedykolwiek będę miał okazję zobaczyć go na żywo.
- Ale, ale… Jeszcze tak niedawno nie
chciałeś
mnie słuchać…
Co się
tak nagle zmieniło? - patrzy na niego, tak jak kiedyś patrzyła na
mnie.
- Przemyślałem sobie wszystko, mała. - cmoka ją w polik.
- Naprawdę? Spróbujemy? Od nowa? - uśmiecha się do niego.
- Oczywiście, że spróbujemy. - podnosi ją za pośladki i sadza
na jedną
w pustych beczek po chemikaliach.
Nie mogę znieść tego, że jakiś obcy chłopak obściskuje, kiedyś moją, Renę. Wpadam do fabryki, zamierzam się, aby go uderzyć, jednak moja ręka zawisa w powietrzu.
Nie mogę znieść tego, że jakiś obcy chłopak obściskuje, kiedyś moją, Renę. Wpadam do fabryki, zamierzam się, aby go uderzyć, jednak moja ręka zawisa w powietrzu.
- Rena… - szeptam, a potem upadam na
kolana. - Czemu? Powiedz mi czemu? - podnoszę na nią wzrok.
Lovelis jest zaskoczona. Dwóch
podobnych do siebie chłopaków, o tym samym imieniu.
- Ale… Robbie? Ty mi lepiej powiedz
czemu… Wyjaśnij
co się
tu dzieje… - odzywa się
po chwili, odsuwając
od siebie R.Deana.
- Sam chciałbym wiedzieć… - podnoszę się, otrzepuje
spodnie i spoglądam
na sobowtóra. - Robbie Dean, pierwszy z Lovesick Riot… Miło w końcu Cię poznać. - wyciągam do niego
dłoń.
- Eh… - cofa się zakłopotany.
- Może
ja już
pójdę.
Pogadaj z Natem. On Ci wszystko wyjaśni.
- dodaje i szybko ucieka.
Patrzę przez chwilę na Renę i zastanawiam
się
co powiedzieć.
- Za dużo na dziś. Wracam do domu. - dziewczyna przerywa
ciszę.
- Zastanów się czego chcesz
od życia,
a potem marnuj mój czas, okay? - odpowiadam i opuszczam fabrykę jeszcze przed
nią.
Wsiadam do auta i czekam chwilę. Pomimo iż zraniła się, nadal ją kocham i nie
chcę,
aby coś
się
jej stało. To co poczułem na jej widok z innym to czysta zazdrość. Cholerna
zazdrość.
Nagle słyszę głośny huk i zauważam kłąb dymu. Tylko
nie to. Nie Rena.
Coś w fabryce wybuchło! Łącznie z Reną ;)
OdpowiedzUsuńOch i pojawił się Robbie Dean - nasz ulubieniec ostatnio.
Pozdrawiam serdecznie i czekam co dalej.