Po wybuchu nie wiele myślę, tylko ruszam
przed siebie. Przyznaję,
Rena była pomyłką
w moim życiu,
jednak nie pozwolę,
aby przeze mnie straciła swoje. Wpadam do fabryki i rozglądam się nerwowo.
Kilka ścian
już
się
zawaliło, a ogień
strawia pozostałe dotychczas resztki chemikaliów. Nagle zauważam Renę leżącą kilka metrów
ode mnie, a tuż
obok niej coraz większy
płomień.
- Musisz to zrobić, choćby to była
najgorsza pomyłka w twoim życiu.
Dawaj Robbie. - motywuję
sam siebie i ruszam w kierunku Lovelis.
Gdy jestem już prawie przy
niej, tuż
przede mną
spada z sufitu płonąca
belka. Denerwuję
się
jeszcze bardziej, a przez dym coraz trudniej mi się oddycha.
Obracam się
kilka razy wokół własnej osi, aż
znajduję
wąskie
przejście
do Reny.
- Na trzy. - mówię i zaczynam
odliczać.
- Raz… Dwa… Trzy! - rzucam się
biegiem, a po chwili jestem tuż
przy dziewczynie. - Ocknij się,
proszę…
- lekko nią
potrząsam,
ale nie reaguje.
Czuję, że
robi mi się
strasznie gorąco.
Za mną
jest ogromny płomień.
Biorę
Renę
na ręce
i ruszam z nią
do wyjścia.
Kilka metrów przed drzwiami słabnę
z sił. Upadam. Biorę
kilka głębokich
wdechów, zarzucam sobie Re na plecy i próbuję opuścić
tę
cholerną
fabrykę.
Ledwo udaje mi się
doczołgać
do skraju zieleni kiedy całkowicie tracę
kontakt z rzeczywistością.
Gdy otwieram oczy, zaczynam rozglądać się nerwowo w
poszukiwaniu Reny. Ostatnie co pamiętam
to moment, gdy opuściliśmy fabrykę.
- Doktorze, obudził się. - czyjś głos, dobrze
mi znany, woła lekarza.
Odwracam głowę i zauważam Nate'a.
- Co się...? Co...? Powiedz, co się stało... -
pytam słabym głosem.
- Mieliście wypadek w fabryce. Mówiłem Renie, że to nie jest
dobry pomysł, ale się
uparła. Robbie Dean miał wzbudzić
twoją
zazdrość.
Przepraszam, ale Nia mnie o to poprosiła w zamian za randkę. Wiem, że możesz poczuć się zraniony, ale
zależy
mi na niej. - mówi szybko, a ja próbuję
załapać
cokolwiek. Rena, Nate i Robbie Dean...? Za dużo jak na raz.
- Muszę zobaczyć się
z Reną.
- podnoszę
się,
próbując
wypiąć
kroplówkę.
- Nie możesz. Nie teraz. Jej
rodzina tu jest. - powstrzymuje mnie.
- Ale ja muszę. - upieram się.
- Zaraz będzie twoja mama. Ojciec martwi się, ale nie może rzucić pracy, tak
samo siostra studiów. Ale matka jedzie do Ciebie. - tłumaczy mi.
- Ale tylko na moment. Muszę wiedzieć co z Reną! - wołam, aż zwracam uwagę pielęgniarki.
- Panie Picker, wszystko w porządku? - pyta,
podchodząc
do mojego łóżka.
- Kolega martwi się o dziewczynę... - wtrąca się Sais.
- Ta różowowłosa, którą z panem
przywieziono? - dopytuje, zaglądając w
trzymane dokumenty.
- Tak, ta. Rena. - odpieram i siadam
zaciekawiony.
- Jest jeszcze na sali operacyjnej.
Rodzice i siostra czekają
pod blokiem. - odpowiada, a ja zaciskam oczy, aby powstrzymać łzy.
- Będzie dobrze Robbie, uspokój się. - Nate
kładzie mi rękę na ramieniu i
posyła delikatny uśmiech.
Kładę się
z powrotem na poduszki i, pomimo obecności
Nate'a, milczę.
Wracam myślami
do wydarzeń
z fabryki. Chciała, abym był zazdrosny i jestem.
- Wiesz co, idę do Nii. - Nate
nagle przerywa panującą ciszę, wstając z krzesła. -
Wpadnę
później.
Moja mała Ni bardziej mnie teraz potrzebuje. To na razie, Robbie. - woła i
opuszcza salę.
Jak zwykle zostaję sam.
Przyzwyczaiłem się
już
w sumie do tej samotności.
Od kiedy Rena zrobiła ze mnie potwora, nawet mój kumpel się ode mnie
odwrócił. Jak głupi szczeniak lata za jej siostrą, więc oczywiste jest, że teraz będzie po jej
stronie. Szkoda mi tylko tych wspólnych lat. To było niesamowite grać razem w
zespole, wychodzić
razem na pizzę...
Brakuje mi tego, ale niestety jako "pobożny Żyd"
chłopak nie ma zamiaru pokazywać
się
z tak "niemoralnym człowiekiem".
"Pobożny żyd" hehe :)
OdpowiedzUsuńAle brawo Robbie! - uratowałeś dziewczynie życie!
Pozdrawiam i czekam co dalej.