2017-07-21

6.

Gdy w końcu jestem w stanie wstać i zacząć na nowo normalnie funkcjonować, postanawiam jednak wybrać się do starej fabryki. Przebieram się w czyste ubrania, zabieram samochód i jadę, choć droga jest długa. Nie ze względu na odległość, lecz ze względu na korki. O ile w Torrance jakoś to jeszcze idzie, prawdziwa męka była w Los Angeles, gdzie mieszkałem przez pewien czas. Teraz wróciłem do rodzinnej miejscowości, aby żyć w spokoju, jednak ta mała Lovelis postanowiła mieć inny plan. Kiedyś wspominała mi, że dostała od Adama domek wypoczynkowy niedaleko LA, ale nie przypuszczałem, że jest on w moim Torrance, mojej rodzinnej miejscowości spokoju.
Parkuję niedaleko fabryki i ostrożnie, ciągle się rozglądając, zbliżam się do budynku. Do moich uszu dobiegają dwa głosy. Jeden z nich należy do Reny, ale drugi… Nie wiem. Zakradam się i zaglądam przez uchylone drzwi.
- Robbie, ja naprawdę Cię przepraszam… - dziewczyna zakłada mu ręce na szyję.
- Ale za co? Przecież na taką ślicznotkę nie można się wcale gniewać… - odpowiada jej, a ja rozpoznaję jednego z poprzednich muzyków mojego dawnego zespołu. Nate często powtarzał mi, że kiedyś grał z nimi Robbie Dean i, że jesteśmy bardzo podobni, jednak nie sądziłem, że kiedykolwiek będę miał okazję zobaczyć go na żywo.
- Ale, ale… Jeszcze tak niedawno nie chciałeś mnie słuchać… Co się tak nagle zmieniło? - patrzy na niego, tak jak kiedyś patrzyła na mnie.
- Przemyślałem sobie wszystko, mała. - cmoka ją w polik.
- Naprawdę? Spróbujemy? Od nowa? - uśmiecha się do niego.
- Oczywiście, że spróbujemy. - podnosi ją za pośladki i sadza na jedną w pustych beczek po chemikaliach.
Nie mogę znieść tego, że jakiś obcy chłopak obściskuje, kiedyś moją, Renę. Wpadam do fabryki, zamierzam się, aby go uderzyć, jednak moja ręka zawisa w powietrzu.
- Rena… - szeptam, a potem upadam na kolana. - Czemu? Powiedz mi czemu? - podnoszę na nią wzrok.
Lovelis jest zaskoczona. Dwóch podobnych do siebie chłopaków, o tym samym imieniu.
- Ale… Robbie? Ty mi lepiej powiedz czemu… Wyjaśnij co się tu dzieje… - odzywa się po chwili, odsuwając od siebie R.Deana.
- Sam chciałbym wiedzieć… - podnoszę się, otrzepuje spodnie i spoglądam na sobowtóra. - Robbie Dean, pierwszy z Lovesick Riot… Miło w końcu Cię poznać. - wyciągam do niego dłoń.
- Eh… - cofa się zakłopotany. - Może ja już pójdę. Pogadaj z Natem. On Ci wszystko wyjaśni. - dodaje i szybko ucieka.
Patrzę przez chwilę na Renę i zastanawiam się co powiedzieć.
- Za dużo na dziś. Wracam do domu. - dziewczyna przerywa ciszę.
- Zastanów się czego chcesz od życia, a potem marnuj mój czas, okay? - odpowiadam i opuszczam fabrykę jeszcze przed nią.
Wsiadam do auta i czekam chwilę. Pomimo iż zraniła się, nadal ją kocham i nie chcę, aby coś się jej stało. To co poczułem na jej widok z innym to czysta zazdrość. Cholerna zazdrość.
Nagle słyszę głośny huk i zauważam kłąb dymu. Tylko nie to. Nie Rena.

1 komentarz:

  1. Coś w fabryce wybuchło! Łącznie z Reną ;)
    Och i pojawił się Robbie Dean - nasz ulubieniec ostatnio.
    Pozdrawiam serdecznie i czekam co dalej.

    OdpowiedzUsuń