2017-07-20

5.

Staję pod biurem parafialnym i podsłuchuję rozmowę rodziców Reny z pastorem. Serce wali mi jak szalone. Strasznie boję się, że pastor może niechcący powiedzieć, iż tu jestem, co tylko sprowadziłoby jeszcze większe kłopoty.
- Niech ksiądz się zgodzi odprawić za Renę mszę. Może to pomoże jej udręczonej duszy. - widzę przez szklane drzwi jak pani Ana pada na kolana.
- Dobrze, odprawię. Tylko wątpię czy to wiele pomoże. Rozmawiałem z nią ostatnio, także prosiła o modlitwę. Jak widać coś poważnego musiało się wydarzyć skoro państwo tu przyszliście. - mówi spokojnie, zaparzając kawę. - Proszę usiąść, porozmawiamy jeszcze. - dodaje i stawia filiżanki na biurku.
Gdy Ana zaczyna opowiadać całość, wszystko nagle do mnie wraca. Z oczu zaczynają płynąć mi łzy, więc chcę jak najszybciej odejść i już dalej nie słuchać, jednak wpadam na pozostawioną miotłę. Hałas jest straszny, aż pastor wychodzi z biura.
- Cicho, idź pozamiataj w kaplicy. - szepta, patrząc na mnie. - Albo lepiej do domu. I nie martw się o nic. Nie wydam Cię. - zmienia zdanie i wraca do państwa Enea.

Po powrocie do domu siadam w salonie z paczką niezdrowych chipsów i włączam byle jaki kanał.
To wszystko jest coraz bardziej skomplikowane. Najpierw w moim w miarę ustatkowanym życiu zjawia się Rena, teraz jej rodzice… Wszystko przestaje mieć sens. Ona chce się spotkać, naprawić to. Oni myślą, że cierpi, bo zrobiłem jej krzywdę. A to wszystko to jedna wielka pomyłka, jedno wielkie kłamstwo. Gdy tylko przypominam sobie ten cholerny dzień, mam ochotę odebrać sobie życie. Zostałem sam, bezbronny, wyśmiany, wytykany palcami, z etykietką "nic niewarty śmieć". Widziałem smutek w oczach Adama, złość u Any i samozadowolenie Reny. Sława i pieniądze są teraz najważniejszą wartością dla wielu, dla Reny też. Lovelis nie martwiła się, że prawda może wyjść na jaw. Nie obchodziły jej moje uczucia, moje dalsze życie. Nic dla niej nie znaczyłem, choć obdarzyłem ją prawdziwą, szczerą i niezniszczalną, jak mi się wydawało, miłością. Czasami jednak lepiej nie otwierać się przed ludźmi, zamknąć swoje serce i żyć niczym robot. Aldous Huxley w swojej książce "Nowy wspaniały świat" ukazał świat, w którym nie było uczuć, a ludzie byli szczęśliwi. Może i w swoim dziele chciał ustrzec ludność przed taką koleją rzeczy, ale miał po części rację. Życie bez uczuć jest szczęśliwe. Nie zakochasz się, nikt Cię nie zrani… Przecież "każdy należy do każdego". Wybutlowani, identyczni, szczęśliwi. Może za kilka, bądź kilkadziesiąt lat, tak będzie. Może wtedy świat pozbędzie się takich podłych osobników jak Rena. Albo chociaż zamknie ich w rezerwacie Dzikich, Innych. Może wtedy świat stanie się lepszym, nowym wspaniałym światem.

1 komentarz:

  1. Robbie nie jest takim głupim zamiataczem jak myślałam. Ma bardzo głębokie przemyślenia. Widać, że życie go bardzo skopało.
    Pozdrawiam i czekam na next.

    OdpowiedzUsuń