W czwartek po mszy świętej, udaję się do salki na
spotkanie Koła Modlitewnego Porzuconych i Cierpiących Mężczyzn Szukających Ukojenia u
Boga. Raven kończy
właśnie
ustawianie krzeseł.
- Niech będzie pochwalony... - mówi, zauważając mnie.
- Na wieki wieków. - odpowiadam i
podchodzę
bliżej.
- Stresujesz się?
- pytam, zapalając
świece
przy świętym obrazie.
- Nie, przecież będziesz tu i mi
pomożesz.
- odpiera i siada na jednym z krzeseł. - Z resztą, z Bogiem
wszystko się
uda. - dodaje i uśmiecha
się.
- To wspaniale, że tak ufasz
Bogu. Nie zaprzestawaj, a Pan nagrodzi Cię
po śmierci.
- siadam obok niego.
- No mam nadzieję. - rzuca ze śmiechem.
W tym momencie drzwi otwierają się i pierwsi
uczestnicy wchodzą,
wychwalając
Boga. Zachęcamy
ich do zajęcia
miejsc i zaczekania na innych.
Punktualnie o 6 PM rozpoczynamy
pierwsze spotkanie modlitwą
i pieśnią chwalącą naszego Pana.
Następnie
zasiadamy w okręgu.
- Witam Was serdecznie. Mam nadzieję, że nasze
cotygodniowe spotkania pomogą
nam uporać
się
z trudnościami
naszych żyć. -
rozpoczynam. - Przewodniczyć
nam będzie
Richard Wayne Scott, który jako pierwszy podzieli się z nami swoją historią. - dodaję, wskazując na siedzącego obok mnie
Ravena. - Każdy
z Was również
opowie nam swoją
historię,
jeśli
czuje się
na to gotowy. Na koniec pomodlimy się
jeszcze raz i udzielę
Wam błogosławieństwa.
Czy są
jakieś
pytania czy możemy
zaczynać?
- pytam, ale odpowiada mi milczenie. Po chwili daję Ravenowi znak,
iż
może
zaczynać.
Craft wstaje z miejsca i rozgląda się po
zgromadzonych.
- Witajcie. Jak już wiecie nazywam
się
Richard, ale mówcie na mnie Raven. Od roku jestem żonaty. Niestety
żona
zdradza mnie z Hemmingsem. - mówi, a na sali robi się szum.
- Mnie też! - zgłasza się jeden z mężczyzn, a
kolejny przez przekrzykuje się
przez niego.
- Cisza! - przerywam im. - Może pozwolicie
dokończyć Ravenowi?
- A pastora też żona zdradza z
Hemmingsem? - pyta jeden z nieznanych mi wiernych.
- O mnie będzie później. Kontynuuj
Rav. - ucinam dyskusję.
Dalszy ciąg spotkania przebiega już spokojnie. 3/4
zgromadzonych żony
zdradzają
z Hemmingsem. Cóż
za zbieg okoliczności...
- Moja narzeczona zdradza mnie z
transem. W sumie to z dwoma transami. - wyznaje kolejny, a ja rozpoznaję,
że
to narzeczony Taylor, Zachary. - Ciągle
odkłada na później
nasz ślub...
Pewnie dlatego, a mówi, że
to przez modeling... - skarży
się.
Po jego wypowiedzi kilkoro z nas mówi mu słowa pocieszenia.
Na samym końcu przychodzi
kolej na moją
historię.
- Zapewne wiecie, że nazywam się Robert Picker,
ale wszyscy mówią
na mnie Robbie. Jestem tutejszym pastorem od kilku tygodni. Cóż by Wam
opowiedzieć.
Moje życie
nigdy nie było łatwe. Zostałem oskarżony
o coś
czego nie zrobiłem i musiałem ukrywać
się
w parafii. Sprzątałem
tutaj przez dobre cztery lata. W międzyczasie
cała sprawa się
wyjaśniła,
zostałem szczęśliwym
mężem
i ojcem wspaniałej trójki. Więc
co jest nie tak? Od kiedy zostałem pastorem, zacząłem odczuwać, że oddalamy się od siebie z żoną. Myślałem, że to chwilowy
kryzys, ale kiedy dowiedziałem się,
że
jest ponownie w ciąży,
zorientowałem się,
że
mnie zdradza. Zdradza mnie z wszystkim tu dobrze już znanym
Hemmingsem. Chciałem złożyć pozew
rozwodowy jak większość z Was, ale
przecież
ślubowałem
jej, że
będę z nią na dobre i na
złe. Drodzy współtowarzysze tego koła, nie poddajmy się bez walki o to
co kochamy. Pomódlmy się
do Boga o siłę.
Prośmy
go o wsparcie i o to, aby pomógł nam przezwyciężyć
zło. Pamiętajcie,
nie wszystko stracone, jeśli
potrafimy wybaczać.
- milknę
na chwilę,
aby mieli chwilę
na osobiste refleksje. - A teraz pomódlmy się do Pana naszego wszechmogącego. - wstaję i wskazuję na obraz.
Po wspólnej modlitwie wszyscy rozchodzą się w swoje
strony, oprócz mnie, Ravena i Zacha. Ten ostatni przychodzi
porozmawiać
ze mną
jeszcze przez chwilę,
kiedy Rav ustawia krzesła na miejsce.
- Ja już nie wiem co dalej, Robbie... - wyznaje.
- Chyba lepiej byłoby się
rozstać.
Jeśli
nie jest ze mną
szczęśliwa,
a będzie
z kimś
innym to ja się
wycofam. Zwrócę
jej wolność.
- dodaje.
- Myślę,
że
to naprawdę
piękna
postawa, ale zwróć
też
uwagę
na swoje szczęście.
Życzę Ci wszystkiego
najlepszego, Zach. - klepię
go po kumpelsku po plecach.
Gdy Zach wychodzi, odwracam się do Ravena i
wzdycham. To był naprawdę
wyczerpujący
dzień.
Wracam do domu wyczerpany. Zdejmuję buty i od razu
kładę
się
na kanapę
w salonie. Zamykam oczy, gdy nagle słyszę
szmer i czuję
ciepłe wargi na moich. Otwieram oczy i widzę Renę. Jej oczy błyszczą, a na ustach
ma szeroki uśmiech.
- Długo Cię nie było,
kochanie. - mówi i siada obok moich nóg. - Dzieci są u mojej mamy,
przygotowałam kolację...
Chciałam Cię
przeprosić
za to, że
ostatnio nie byłam okay wobec Ciebie. Teraz już wiem, ile znaczy dla Ciebie ta parafia
i pomogę
Ci we wszystkim. - dodaje.
- Myślałem, że temat parafii już dawno temu
zakończyliśmy... Z resztą nieważne. Spędźmy miło ten
wieczór. - odpieram i pomimo iż
jestem zmęczony,
idę
z Re do kuchni.
Stół przykryła obrusem w kratkę, na stole
ustawiła kwiaty, świece
i naczynia. Jak romantycznie...
Rena wyjmuje z lodówki kilka potraw i
stawia na stole. Wyciąga
też
schłodzoną
butelkę
i otwiera.
- Przepraszam, ale dziś będzie tylko sok
wiśniowy.
- mówi, nalewając
go do kieliszków. No tak, ma imitować
wino.
- Nie szkodzi. Jak się czujecie? -
pytam.
- Jest dobrze. Mamy się naprawdę dobrze. Ale
nie wiem czemu to Cię
interesuje... Przecież
nie twoje nie? - mówi i sięga
kopertę
z szuflady.
- Ja... Ja miałem Ci o tym powiedzieć... Ale do
cholery, nigdy bym nie pomyślał,
że
mnie zdradzasz. - kłamię.
- No tak.... Pastor to musi wierzyć w cuda... - śmieje się.
- Raczej myślę, że to kolejna
pomyłka. Pełno ich w moim życiu...
- wzdycham i nakładam sobie trochę
wegańskiej
sałatki.
- Oj Robbie... Nie bądź takim pesymistą! - oburza się.
- Nie jestem. Jestem racjonalistą! Dlatego
postanowiłem ponowić
badania. Może
mój przypadek udowodni, że
medycyna nie jest nieomylna. - odpowiadam, nabijając pomidorka na widelec.
- To dobrze. - uśmiecha się do mnie i
upija łyk soku.
Ten wieczór rozwiewa moje wątpliwości co do jej niewierności.