We wtorek, gdy wracam do domu po
wieczornej mszy, słyszę
dobiegającą z kuchni
rozmowę.
- Ja nie wiem, co mam zrobić. Raven myśli, że go zdradzam,
ale to nie tak. Luke... Luke poprosił mnie o pomoc przed randką. Potem dopiero
dowiedziałam się,
że
wcale nie chodziło mu o to, tylko o zniszczenie
Robbiego. Chciał go sprowokować,
aby stracił swoją
pozycję
społeczną...
- mówi Stephanie, którą
poznałem po głosie.
- Myślę,
że
powinnaś
porozmawiać
z nim. W czwartek wieczorem na pewno będzie
w kościele,
a tam przecież
nie będzie
chciał się
kłócić.
- odpiera Rena.
- Dziękuję.
- wyglądając zza ściany, widzę jak Stephi
obejmuje Re.
W tym momencie decyduję się wkroczyć do
pomieszczenia.
- O, Robbie! Już jesteś? - pyta żona, puszczając moją siostrę i podchodząc do mnie.
- Tak. Ten młody ksiądz odprawi
wieczorne nabożeństwo. -
odpowiadam i czule całuję
ją
w usta.
- To fajnie. - uśmiecha się do mnie i
wraca do szykowania kolacji.
- Ja już się
będę zbierać. Jeszcze raz
dzięki,
Rena. - oznajmia Stephi i wychodzi. - Pa! - woła, a chwilę potem słyszę zamykanie
drzwi.
- Ah ta Stephanie... - wzdycham. - Mam
nadzieję,
że
następnym
razem zostanie trochę
dłużej
i będę miał okazję z nią porozmawiać... - dodaję. - Idę jeszcze zajrzeć do dzieci i
zaraz do Ciebie wracam, skarbie. - mówię
i kieruję
się
na piętro
do pokoju dziecięcego.
Delikatnie otwieram drzwi i zauważam, że moje
słodziaki już
śpią. Całuję je tylko w
czółka i wracam do żony.
Znów mamy cały wieczór tylko dla siebie.
W czwartek odbywa się kolejne
spotkanie koła modlitewnego. Dołącza
się
do nas kilka nowych osób w tym moi znajomi z branży muzycznej - Hugo, Sergio, Tom, Jordan
i Ashton. Prosimy ich o opowiedzenie swoich historii, a później rozmawiamy
o zmianach w naszych życiach.
Wspominam im, iż
okazało się,
że
moja żona
jednak jest mi wierna, co potwierdziły odebrane przeze mnie wczoraj wyniki
ponowionych badań.
Akurat, gdy kończyłem
swoją
wypowiedź,
do salki weszła Stephanie.
- Stephi!? - Raven wyraźnie zaskoczony
zerwał się
z miejsca. - Co Ty tu robisz?
- Ja... Ja... Ja chcę Cię przeprosić. - mówi,
podchodząc
bliżej.
- I Ciebie, Robbie. - Przepraszam za tą
całą
sprawę
z Lukem. Mogę
Ci wszystko wyjaśnić, ale proszę, nie odchodź. Kocham
Cię,
Raven. - kontynuuje, łapiąc
go za rękę.
- Ja też Cię
kocham, Stephi. - odpowiada i czule ją
całuje.
Wszyscy zgromadzeni zaczynają klaskać. Gdy znów
zapada cisza proponuję
wspólną
modlitwę
w ramach podziękowania
za szczęście
Ravena i o siłę
na dalszą
walkę
dla pozostałych.
Kolejne tygodnie mijają naprawdę szybko i
spokojnie. Skład Koła Modlitewnego Porzuconych i Cierpiących Mężczyzn Szukających Ukojenia u
Boga ciągle
się
zmienia. Kilku mężczyzn
pogodziło się
z swoimi żonami,
kilku podjęło
decyzję
o rozstaniu, a pozostali dalej proszą Boga o pomoc.
Między
Ravenem a Stephanie układa się
coraz lepiej, podobnie między
mną
a Reną.
Cała ta harmonia życiowa
zostaje zburzona podczas ostatniego spotkania naszego koła.
Oh mój Craft taki szczęśliwy! *_*
OdpowiedzUsuńTakie rozdziały to lubię! I ta nutka dramatyzmu na końcu...
Buziaki i do jutra