2018-08-18

2.8.

We wtorek, gdy wracam do domu po wieczornej mszy, słyszę dobiegającą z kuchni rozmowę.
- Ja nie wiem, co mam zrobić. Raven myśli, że go zdradzam, ale to nie tak. Luke... Luke poprosił mnie o pomoc przed randką. Potem dopiero dowiedziałam się, że wcale nie chodziło mu o to, tylko o zniszczenie Robbiego. Chciał go sprowokować, aby stracił swoją pozycję społeczną... - mówi Stephanie, którą poznałem po głosie.
- Myślę, że powinnaś porozmawiać z nim. W czwartek wieczorem na pewno będzie w kościele, a tam przecież nie będzie chciał się kłócić. - odpiera Rena.
- Dziękuję. - wyglądając zza ściany, widzę jak Stephi obejmuje Re.
W tym momencie decyduję się wkroczyć do pomieszczenia.
- O, Robbie! Już jesteś? - pyta żona, puszczając moją siostrę i podchodząc do mnie.
- Tak. Ten młody ksiądz odprawi wieczorne nabożeństwo. - odpowiadam i czule całuję ją w usta.
- To fajnie. - uśmiecha się do mnie i wraca do szykowania kolacji.
- Ja już się będę zbierać. Jeszcze raz dzięki, Rena. - oznajmia Stephi i wychodzi. - Pa! - woła, a chwilę potem słyszę zamykanie drzwi.
- Ah ta Stephanie... - wzdycham. - Mam nadzieję, że następnym razem zostanie trochę dłużej i będę miał okazję z nią porozmawiać... - dodaję. - Idę jeszcze zajrzeć do dzieci i zaraz do Ciebie wracam, skarbie. - mówię i kieruję się na piętro do pokoju dziecięcego.
Delikatnie otwieram drzwi i zauważam, że moje słodziaki już śpią. Całuję je tylko w czółka i wracam do żony. Znów mamy cały wieczór tylko dla siebie.

W czwartek odbywa się kolejne spotkanie koła modlitewnego. Dołącza się do nas kilka nowych osób w tym moi znajomi z branży muzycznej - Hugo, Sergio, Tom, Jordan i Ashton. Prosimy ich o opowiedzenie swoich historii, a później rozmawiamy o zmianach w naszych życiach. Wspominam im, iż okazało się, że moja żona jednak jest mi wierna, co potwierdziły odebrane przeze mnie wczoraj wyniki ponowionych badań. Akurat, gdy kończyłem swoją wypowiedź, do salki weszła Stephanie.
- Stephi!? - Raven wyraźnie zaskoczony zerwał się z miejsca. - Co Ty tu robisz?
- Ja... Ja... Ja chcę Cię przeprosić. - mówi, podchodząc bliżej. - I Ciebie, Robbie. - Przepraszam za tą całą sprawę z Lukem. Mogę Ci wszystko wyjaśnić, ale proszę, nie odchodź. Kocham Cię, Raven. - kontynuuje, łapiąc go za rękę.
- Ja też Cię kocham, Stephi. - odpowiada i czule ją całuje.
Wszyscy zgromadzeni zaczynają klaskać. Gdy znów zapada cisza proponuję wspólną modlitwę w ramach podziękowania za szczęście Ravena i o siłę na dalszą walkę dla pozostałych.

Kolejne tygodnie mijają naprawdę szybko i spokojnie. Skład Koła Modlitewnego Porzuconych i Cierpiących Mężczyzn Szukających Ukojenia u Boga ciągle się zmienia. Kilku mężczyzn pogodziło się z swoimi żonami, kilku podjęło decyzję o rozstaniu, a pozostali dalej proszą Boga o pomoc. Między Ravenem a Stephanie układa się coraz lepiej, podobnie między mną a Reną. Cała ta harmonia życiowa zostaje zburzona podczas ostatniego spotkania naszego koła.

1 komentarz:

  1. Oh mój Craft taki szczęśliwy! *_*
    Takie rozdziały to lubię! I ta nutka dramatyzmu na końcu...
    Buziaki i do jutra

    OdpowiedzUsuń