2018-08-19

2.9.

Podczas ostatniego spotkania naszego koła modlitewnego niespodziewanie w połowie otwierają się drzwi. Wszystkie spojrzenia kierują się w stronę 'nowego członka koła' - Luke'a Hemmingsa.
- Szczęść Boże! - mówi i zajmuje wolne miejsce na przeciw mnie.
- Szczęść Boże. - odpowiadam i spoglądam na niego. - Cóż Cię do nas sprowadza, Luke? - pytam, próbując rozładować panujące w sali napięcie.
- Muszę coś zrobić. Ale może zacznę od krótkich wyjaśnień. - odpiera i wstaje. Rozgląda się wzrokiem po zgromadzonych i zaczyna mówić. - Pewnie każdy wie, że nazywam się Luke Hemmings. I pewnie wielu z Was zdążyło juz nie raz powiedzieć 'a żona zdradza mnie z Hemmingsem'. Cóż, część z Was, owszem, ma rację, ale inna część zupełnie nie. Nie jestem typem co odbija kobiety. Każdy 'romans' trwał tylko do momentu, gdy poznałem prawdę. Macie świadomość ile z waszych żon nie mówi prawdy? Ile oszukało mnie, mówiąc, że są wolne? No, właśnie. Wy ubolewacie nad jedną, niewartą was kobietą, kiedy one raz za razem rozkochują mnie w sobie i łamią serce. Dopiero siostra pastora Stephanie uświadomiła mnie całej prawdy. Wybaczcie, jeśli przeze mnie macie teraz zniszczone życie, ale, mam nadzieję, wszystko się ułoży i będzie nawet lepiej. Przepraszam z całego serca. - milknie i spuszcza głowę.
Po chwili ciszy, wychodzi z salki. Ruszam za nim.
- Luke, zaczekaj! - wołam i łapię go za nadgarstek. - Wróć. Pomódl się z nami. Dobrze, że zrozumiałeś swój błąd i chcesz to naprawić. Jeśli pragniesz też pojednać się z Bogiem, poczekaj do końca spotkania. Wyspowiadam Cię. - mówię, a on tylko na mnie patrzy zaszklonymi oczami.
- Dziękuję Robbie. Jesteś naprawdę wspaniałym człowiekiem. Ale ja już pójdę. Wrócę, kiedy będę gotowy. - przytula mnie i odchodzi.

W poniedziałkowy poranek siedzę z Ravenem w biurze parafialnym przy kawie i robię rozliczenia.
- Ej, Robbie! Patrz! - wskazuje na okno.
Wstaję z krzesła i podchodzę bliżej. Opieram się rękoma o parapet i wpatruję się w stojący przed Domem Parafialnym samochód firmy przeprowadzkowej.
- Co jest do choler... - nie kończę, bo w tym momencie słyszę skrzypienie otwieranych drzwi.
- Niech będzie pochwalony! - woła wchodząca osoba.
- Na wieki wieków. - odpieram, dalej patrząc na ciężarówkę i nie wierząc własnym oczom.
- P-p-przepraszam. - wybąkuje Rav, a zaraz potem dobiega do mnie dźwięk odsuwanego w pośpiechu krzesła. - To... To... To ja już pójdę. - mówi i wychodzi.
- No... No... Nieźle się tu urządziłeś, fake'u *. - zaczyna nieznajomy.
Odwracam się od okna i lustruję wzrokiem mężczyznę, który bezprawnie rozsiada się w moim fotelu. Jest szczupły, chyba niezbyt wysoki, z lekką siwizną we włosach. Na szyi, przy koszuli, ma koloratkę.
- Fake'u? - powtarzam zaskoczony. - Śmie duchowny nazywać pastora fake'm? - podchodzę bliżej, wbijając w niego wzrok.
- Nie jesteś pastorem, nie oszukuj się. - odpiera i kładzie nogi na biurko, zwalając wszystkie dokumenty. - Podnieś, szczeniaku! - zarządza.
- Nikt nie będzie mnie tak chamsko traktował. Sam zwaliłeś, sam podniesiesz. - odpowiadam ze złośliwością, za co dostaję siarczysty policzek.
- Wynoś się, potomku szatana! - krzyczy.
Śmieje się pod nosem, podchodząc do drzwi. W sumie czemu by nie sprawdzić na co 'staruszka' stać...
- Nie jestem potomkiem szatana i nie wyniosę się stąd. To moja parafia! - mówię, kładąc ręce na biurku. Nachylam się w jego stronę. - Nie odejdę bez walki. - cedzę przez zęby.
Na jego reakcję nie muszę długo czekać. Zrywa się zza biurka i chwyta mnie za kołnierz od bluzki. Policzkuje mnie, a następnie wyrzuca, za drzwi, nieprzerwanie rzucając wyzwiskami w moją stronę. Pokazuję mu środkowy palec i wsiadam do swojego białego Forda. Ruszam i jadę prosto do domu. Czas wrócić do dawnego życia.

--- 
* fake - fałszywy, nieprawdziwy; odniesieniu do osoby - oszust, kłamca

1 komentarz:

  1. Czyżby pojawił się nowy "spadkobierca" parafii?
    Ale fajnie, że Luke się pojawił i że Craft jest szczęśliwy :)
    Buziaki i do jutra

    OdpowiedzUsuń