2017-07-16

1.

Po wysłuchaniu Reny, mówię jej kilka słów tak jak często radzi ludziom pastor i zadaję ofiarowanie mszy w intencji "tego chłopaka". Gdy dziewczyna opuszcza świątynię, wracam do pracy. Ciągle myślę nad tym co powiedziała. Znów przypomniała mi co się stało... To jeszcze zbyt bolesne, by o tym mówić.
- Robbie, tu jesteś! - pastor pochodzi do mnie z uśmiechem.
- Coś się stało, pastorze? - pytam, przerywając na chwilę.
- Posprzątałbyś także w biurze parafialnym? - patrzy na mnie.
- Dobrze. Zaraz się tym zajmę, tylko tu dokończę pracę. - odpieram i ruszam dalej.
W mojej rodzinnej parafii w Torrance jest tylko pastor i jeden ksiądz, który aktualnie wyjechał na krótki urlop.
Po zamieceniu świątyni, idę do biura. Zatrzymuję się przed drzwiami, gdyż ktoś akurat tam czeka. Widzę sylwetkę młodej kobiety przed to, iż są szklane. Staję nieco bliżej i słucham o co chodzi. Nie chcę być wścibski, ale taka już moja natura.
- Pastorze! - słyszę znów głos Reny.
- Rena! Ile to czasu Cię nie było... - ściska ją serdecznie. - Co Cię tu sprowadza?
- Jak to pastor nie wie co. Przecież przed chwilą zadał mi pastor jako pokutę mszę. - mówi, a moje serce przyśpiesza. Teraz mnie wsypie.
- Co? Przecież nie byłem w konfesjonale... - przesuwa krzesło i siada.
- Ale... Ale nikogo innego nie ma. - Lovelis zaskoczona podchodzi do biurka.
- Panno Lovelis, to niemożliwe. - mówi i wyciąga kalendarz.
- Nie niemożliwe. - upiera się przy swoim. - Proszę jak najszybciej mszę. - odpiera stanowczo, a potem podaje intencję.
Gdy wychodzi, odskakuję na bok i zakrywam twarz, aby mnie nie rozpoznała. Wchodzę do biura i zaczynam zamiatać, jakby nic się nie stało.
- Robbie, chcesz mi coś powiedzieć? - pastor przerywa mi pracę.
- Niby co. Sprzątam jak zwykle. - odpowiadam i kontynuuję zamiatanie.
- Siedziałeś w konfesjonale, czyż nie? - pyta, a ja nie wiem co powiedzieć. - Musiałeś, bo była u nas dziewczyna, która przed chwilą się wypowiadała. Ja byłem zajęty pracą w tutaj, a nikogo innego nie ma. Więc jak, Robbie?
- Tak, przepraszam. - spuszczam wzrok. Jest mi głupio. Jako dobry znajomy moich rodziców, ufa mi. A przynajmniej ufał.
- Przepraszasz? Teraz ta dziewczyna będzie żyła z błędzie. - jest zły.
- Przepraszam. Więcej tego nie zrobię, obiecuję. - kładę rękę na sercu. - A teraz wracam do pracy. - odwracam się i wracam do sprzątania.
Zdecydowanie więcej tego nie zrobię. Nie chcę kłopotów, które są mi nie potrzebne.

2017-07-15

Prolog

Drzwi świątyni nagle się otwierają. Szybko rzucam miotłę za kwiaty, a sam siadam do konfesjonału. Wstydem byłoby, gdyby ktoś dowiedział się, że sprzątam w kościele, choć nigdy nie byłem zbyt religijny. Po porażce w studiu muzycznym musiałem zacząć zarabiać w inny sposób.
- W imię... - kobiecy głos dociera do mojego ucha. Cholera, ktoś akurat zechciał się u mnie wyspowiadać.
Znajduję leżącą na boku książeczkę i szybko szukam fragmentu o spowiedzi. Nie mogę teraz pokazać się tej osobie.
- Księże, ah, gdybym mogła zrobić to szybciej... - wzdycha. - Od młodego nie uczęszczałam do kościoła, gdyż nasza rodzina jest uznana za wyklętą. Nigdy też nie byłam zbyt wierząca, więc nie przestrzegałam żadnych zasad. Zero moralności w moim życiu. W ostatnim miesiącu wiele się wydarzyło. Przeze mnie jeden niewinny chłopak stracił pracę w wytwórni muzycznej, a także status społeczny. Zniknął z LA, gdzie mieszam i nie widziałam go więcej. Przez wiele czasu męczyły mnie wyrzuty sumienia, miałam koszmary w nocy chciałam go przeprosić, jednak nie było mi to dane. Przyszłam tu, bo wiem, że jedynie tu mogę otrzymać pomoc. Proszę, powiedz mi co mam zrobić... - ociera łzy z polików. 
Spoglądam na nią przez kratkę konfesjonału i moje podejrzenia się sprawdzają. To Rena. Znów obudziła moją przeszłość.

---
Nowy blog, kolejny z Robbiem, ale w zupełnie innej odsłonie.
Jak potoczy się ta historia? Już w kolejnych 12 dniach się dowiecie.
XOXO
Wiki R5er