2018-08-10

Prolog (Mistake 2)

Witajcie serdecznie,
w końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień - dzisiaj premiera 2 sezonu.
Zapraszam do czytania prologu poniżej. Koniecznie dajcie znać co sądzicie o nowej roli Robbiego.
Nowe rozdziały codziennie o 8:00.

---

- Kochanie, przyszedł jakiś list do Ciebie. - woła Rena.
Przychodzę do kuchni z małym Ericiem na rękach.
- Z urzędu? - pytam zaskoczony, widząc logo na kopercie.
- Też się zdziwiłam. - odpiera i bierze ode mnie syna i sadza obok młodszych od niego bliźniaczek Laili i Mirandy. Jest akurat pora obiadowa.
Biorę do ręki kopertę i otwieram ją ostrożnie. Wyciągam list i uważnie czytam jego treść.
- Co się stało? - pyta Re, zaglądając mi przez ramię.
- Dostałem zawiadomienie, aby wstawić się na odczytanie testamentu naszego pastora. - oznajmiam.
Pastor odszedł w zeszłym tygodniu. Pamiętam ten straszny moment. Zamiatałem akurat w zakrystii, gdy przybiegł ten młody ksiądz. Powiedział, że mam szybko iść z nim, bo pastor chce mi coś przekazać. Nie zdążyłem. Źle mi z tym, ale nic nie mogę na to poradzić. Razem z Reną pomogliśmy w organizacji uroczystości pogrzebowej, na którą przybyły tłumy ludzi. Było to dziwne, bo Torrance nie jest aż tak licznym miastem.
- Długo tam pracowałeś... Może coś Ci za to zapisał. Kochał Cię jak syna. - wyjaśnia Re. Zapewne ma rację.
- Nie wiem, ale się dowiem. To już za trzy dni. - odpowiadam i odkładam na bok list.

Trzy dni później ubieram się elegancko i udaję do urzędu. Rena zostaje z dziećmi w domu. Są za małe, aby tam wytrzymać.
Gdy tylko przekraczam próg, od razu masa ludzi składa mi kondolencje. Głupio mi, bo nie jestem z nim spokrewniony. Urzędnik sprawdza czy wszyscy są i zaczyna.
- Zebraliśmy się tutaj, aby odczytać testament świętej pamięci pastora... - mówi i mówi, nim w końcu przechodzi do konkretów. - Całą moją parafię zapisuję mojemu bliskiemu, uczynnemu, prawie synowi Robbiemu Pickerowi. Od teraz Ty będziesz pełnił moje funkcje. - odczytuje, a młody ksiądz, który tam pełni posługę, zrywa się z miejsca.
- Jak to Pickerowi!? Temu głupiemu zamiataczowi!? - wykrzykuje.
- Można się zrzec? - pytam, ale urzędnik mnie ignoruje.
- Nie martw się nim. Będziesz dobrym pastorem, Robbie. - siostra zmarłego obejmuje mnie ramieniem. - Wierzę, że Ci się uda. - dodaje.

Po całym wydarzeniu wracam do domu.
- Rena, skarbie, muszę Ci coś powiedzieć. Zostałem nowym pastorem. - oznajmiam, a ukochana spogląda się zdziwiona i upuszcza trzymaną w ręce łyżkę.
- Co? - pyta. - Ty? Pastorem? Przecież nawet nie masz święceń!
- Wiesz... Sam jestem zdziwiony, ale tak jest. - odpieram i siadam przy stole.
Re patrzy na mnie w milczeniu. To najgorsza forma, kiedy się fochnie.
- Jakoś to będzie... Damy radę... - ciągnę dalej. Chcę ją jakoś przekonać.
- A jak nie damy rady, Robbie? - pyta, siadając mi na kolana i przytulając głowę to torsu. - Wiem, że nie damy. Może rozwód byłby słusznym rozwiązaniem? - proponuje, zanim zdążam się odezwać.
- Nie! - protestuję. - Kocham Cię i nie zgadzam się na żaden rozwód. Jeśli nie damy rady, zrezygnuję. To proste, prawda? - chwytam ją delikatnie za podbródek i unoszę lekko jej głowę, aby spojrzała na mnie. - Zapamiętaj to. Kocham Cię, mimo wszystko. - całuję ją czule w usta. Re odwzajemnia to. To oczywiste, że dziś już nie będzie poruszać tego tematu.

Następnego dnia zostawiamy dzieci pod opieką mojej mamy i jedziemy do parafii. Niepewnie przekraczam próg świątyni.
Tu przez około cztery lata tylko zamiatałem podłogę.
Tu trzy lata temu pobrałem się z Reną.
Tu ochrzciliśmy nasze dzieci.
Teraz to miejsce jest tylko moje.
Przechodząc wzdłuż nawy głównej, dotykam dłonią brzegu każdej ławki po mojej prawej stronie. Lewą ręką trzymam ukochaną. Zatrzymujemy się przed ołtarzem, aby pomodlić się w ciszy.
- Boże, czy to kolejna pomyłka w moim życiu? Nie wiem czy zdołam wypełnić godnie powierzone mi obowiązki. Proszę, pomóż mi. - wypowiadam w myślach, robię znak krzyża i wstaję z kolan.
Wchodzę na ambonę i rozglądam się wokół. Przemawianie tu musi być trudne. Zwłaszcza jak nie wiesz co powiedzieć.
- Robbie, popatrz. - Rena wskazuje na kopertę leżąca przy siedzeniu pastora. 
Zbliżam się ostrożnie i biorę ją do ręki. Siadam na krześle i otwieram kopertę. Wyciągam z niej cały stos kartek. To moje uprawnienia do pełnienia posługi pastora i akt własności parafii. Więc to nie może być pomyłka.

1 komentarz:

  1. Robbie pastorem hehe 😂
    Ciekawe jak to się potoczy dalej.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń