2017-07-25

10.

Wpadam do sali Reny, podczas, gdy dziewczyna je obiad.
- Robbie? Co tu robisz? Nie powinieneś być w domu z mamą? - pyta zaskoczona.
- Powinienem, ale zaistniała pewna niemiła sytuacja. - odpieram i chwytam jej dłoń. - Tylko się nie denerwuj…
- Niby czemu bym miała. O co chodzi, Robbie? - patrzy na mnie nieco zmartwiona.
- Twoi rodzice przyszli dziś na obiad do mnie z pastorem i twoja matka zrobiła awanturę. Ja tak dłużej nie mogę. Musisz wyznać im prawdę. - mówię z pełną powagą.
- Ale oni teraz i tak nie uwierzą… Nie wiem co robić… - rozpłakuje się.
- Spokojnie Rena… Nie zostawię Cię i nie przestanę kochać. - przytulam ją do siebie i cmokam w czoło.
- Oni kiedyś Cię zabiją, Robbie… Czy warto aż tak ryzykować? - ciągnie nosem.
- Dla Ciebie zawsze warto. - odpowiadam bez zastanowienia.
Teraz kiedy nasze relacje znacznie się poprawiły, pojawił się problem z jej rodzicami. Ciągle żyją w kłamstwie ich "malutkiej córeczki". Z resztą cały świat tak żyje…

Do wieczora zostaję u Reny, a potem wracam do domu, gdzie czeka pastor i moja matka.
- Nie wiedziałem, że tak to się skończy. - pastor podchodzi do mnie i przytula. - Przepraszam Robbie.
- To nie pastora wina. To tylko oni nie chcą poznać prawdy… - wzdycham i siadam obok mamy. Przytulam się do niej i próbuję przez chwilę zapomnieć o świecie.
- Rozmawiałeś na ten temat z Reną? - głos rodzicielki nagle przerywa ciszę.
- Tak. Boi się ich reakcji. - odpieram i siadam. - Ale kiedyś trzeba będzie stawić czoło wszystkim kłamstwom. - dodaję i sięgam po pilota.
Płyta DVD od Re powinna nadal być w odtwarzaczu, więc naciskam na start. Po chwili na ekranie pojawia się radosna Lovelis i ja. Razem, zakochani, szczęśliwi. Pastor i mama oglądają to z uwagą, a ja powracam myślami do tamtych chwil.
- Wow. To niesamowite. - moja mama pierwsza zabiera głos, gdy nagranie się kończy.
- Mam jeszcze list… Nie wiem tylko czy powinienem wrzucić to na social media i uznać za swój "wielki powrót do życia".  - maluję w powietrzu niewidzialny cudzysłów i wyciągam spomiędzy płyt kopertę.
Oboje czytają to uważnie, a następnie stwierdzają, że mój pomysł jest niegłupi, tak więc jeszcze tego wieczora po raz pierwszy od ponad miesiąca włączam social media i nagle fala powiadomień zalewa mnie.

Następnego ranka czeka na mnie kilka miłych wiadomości z portali społecznościowych. Czytam je szybko, odpisuję i zaczynam się szykować. Dziś mam odebrać Renę ze szpitala. Przyjeżdżam swoim białym fordem i od razu kieruję się pod odpowiedni pokój, lecz nie zastaję dziewczyny. Wracam do recepcji spytać się o nią.
- Pani Lovelis? Matka odebrała ją z rana i kazała to panu przekazać. Podobno nie mogła się z panem skontaktować, że odebrała córkę. - odpowiada i daje mi kopertę.
- Dziękuję. - biorę przedmiot i wracam do samochodu.
Dopiero w domu decyduję się sprawdzić jej zawartość.
"Robbie,
Wiem, że na pewno myślałeś, że zobaczysz dziś Renę, zabierzesz ze sobą i będziecie szczęśliwi, lecz nie. Nigdy na to nie pozwolę. Skrzywdziłeś ją i ta wina nigdy nie będzie Ci odpuszczona. Musisz nauczyć się żyć jako "nic niewarty śmieć" oraz "potwór z Los Angeles".  Nigdy już nie zaznasz szczęścia, miłości, stabilności i spokoju. Już zawsze będziesz nikim, znienawidzonym przez wszystkich gościem.
Zatem jeśli nadal nie rozumiesz, proszę bardzo. Możesz szukać Re, dzwonić, pisać, ale nigdy jej nie odzyskasz. Znikamy na zawsze z twojego życia czy tego chcesz czy nie. Rena będzie musiała się pogodzić z tym, iż prawda nigdy nie wygra.
Zdychaj w samotności,
Twoja niedoszła teściowa Ana"

1 komentarz:

  1. Ta Ana chyba jest walnięta na łeb. Robbie'mu i tak się uda odzyskać Re.
    Pozdrawiam i czekam co dalej.

    OdpowiedzUsuń